Jeszcze nie wracam... >> poniedziałek, 28 stycznia 2008 11:15:10
Moje kochane....
Załamałam się....
Nie będę miała internetu napewno do połowy lutego, a potem nie wiadomo...Dupa!!
To jest straszne choćby z tego względu, że obiecałam pisać noti i czytać wasze w miarę możliwości, a takich nie ma :(
Strasznie się juz za wami stęskniłam. Chcialam podziękować tym, którzy jeszcze o mnie pamiętają - szególne podziękowania dla Kokosia :*, która sprawia, że coraz bardziej chce tu wrócić i pozwala uwierzyć, że moja obecnośc tu ma sens. Dziękuję Kochana :*:*
Niedługo do was wrócę mam nadzieję, bo ten blog 8 lutego skończy roczek :D Moje pierwsze komercyjne dziecko na mylogu...Ehhh :)
Chciałam napisać coś więcej, ale goni mnie czas, gdyż Pani od informatyki zaczęła cokolwiek wymagać więc robię fascynującą prezentację....
Konie gorącokrwiste przyzywają więc muszę was pożegnać.
Kocham i tęsknię :*

Wasza Misia :*
komentarze [39]

Rozdział 8 - Pamiętnik, niepozorne źródło problemów...cz.1 >> niedziela, 18 listopada 2007 19:27:58
Notka inna niż poprzednie, ale mam nadzieję, że wam się spodoba. Tym bardziej, że będzie taka jeszcze jedna. Ja osobiście jestem z niej zadowolona.
Jest to niestety notka pożegnalna.
Nie na zawsze, ale na jakiś czas. Odcinają mi internet, więc do końca
grudnia nie macie co spodziewać się nowości.
Do środy będę jeszcze nadrabiać zaległości, czytać wasze blogi i komentować, potem się zobaczy.
Dziękuję za wytrwałość i proszę o cierpliwość.
Notkę dedykuję:
- Darii i Dobrosi(standard:P):*:*:*:* - zielono mi, wam niewątpliwie też, wieć dziękuję za cierpliwość!
- Alusi :* (znienawidzona-milosc-hermi) - kocham, ale jak zobaczę pobiję!
- Asi :* (hermioned) - za ten cudowny szablon, który macie zaszczyt oglądać, dziękuję kochana :*
- Kokosiowi :* (mezczyzni-mysla-tylko-o-jednym) - bo wróciła do pisania wspaniałego bloga, którego uwielbiam, bo jest zajebista(o czym sama zresztą wie) i w ogóle za to, że jest. Kochana nawet nie wiesz ile mi dają nasze rozmowy :*
- Oli :* - świat będzie nasz, a 13 latki zaczną obklejać pokoje naszymi plakatami! Za cudowne rozmowy, przepełnione optymizmem.
I wszystkim innym, którzy czekali i pozwolili mi uwierzyć, że to co robię, ma sens!
Kocham Was :*

......................................................................................
Piegowaty rudzielec stał nad wielkim łóżkiem z 4 kolumienkami i z całej
siły potrząsał leżącą na nim postacią.
-Harry!! Harry błagam obudź się!!
Jednak działania piegusa nie przynosiły skutku.
-Wybacz przyjacielu - szepnął do siebie Ron - Muszę to zrobić...
Po czym wylał na Harrego zawartość stojącego na parapecie dzbanka.
- Co do 100 goblinów?!
-Harry wstawaj!! Zaraz mamy Transmutację a ty nawet nie jadłeś śniadania! -
na twarzy Rona malowało się przerażenie. Nic dziwnego, spóźnienie
do McGonnagal...tego młody Weasley nie życzył nawet najwiekszemu wrogowi...
-Przepraszam...nie musiałeś na mnie czekać - próbował tłumaczyć się
Potter
-Nic nie mów, tylko się ubieraj...wole nie myślec co zrobi McGonnagal
jak znowu się spóźnimy...


~~*~~



Petunia Dursley odkurzała właśnie stary pokój Harrego, który na powrót
miał stać się starą sypialnią Dudley'a na zepsuty sprzęt,
kiedy zauważyła wystającą spod łóżka gazetę.
Najpierw nie chciała do niej podejść, miała wstręt do wszystkiego,
co wiązało się z magią, poczynając od swojej siostry na tej nieszczęsnej
gazecie kończąc.
W końcu jednak odezwał się w niej duch gospodyni idealnej
i nadopiekuńczej matki. Przecież nie wpuści Dudziaczka do zaśmieconego
pokoju. A swoją drogą co ten Potter sobie myśli?Przez tyle lat
zastępowali mu rodzinę a ona wyjeżdżając nawet po sobie nie posprzątał!
Drżącą reką sięgneła po gazetę.
Nagle ze zdziwieniem odkryła, że zdjęcie na okładce gazety
się rusza!
- Czego Ci cali "czarodzieje" nie wymyślą?! Zamiast sobie zdjęcia robić
powinni zająć sie pokojem na świecie...Masakra w Ruandzie,
wojna w Iraku, a nawet tu w Anglii, ciągłe morderstwa i zaginięcia.
Pani Dursley popatrzyła na datę wydania i tytuł gazety.
Był to prorok codzienny sprzed ponad roku. Petunia jeszcze raz spojrzała
na zdjęcie. Była na nim kobieta, ze smutnym uśmiechem i jakąś taką pustką
w oczach.
-Znam ją skądś...-pomyślała Petunia, jednak po chwili wydało jej się to
śmieszne, skąd mogłaby znać jakąś nienormalną czarodziejkę. Zaintrygowana
spojrzała jednak na podpis pod zdjęciem:
"Znaleziono ciało Amelii Bones, podejrzewani są
śmierciożercy!"

Ziarenko zwątpienia zaczęło kiełkować w głowie Petuni Dursley.
-Naprawdę skądś znam to nazwisko...Bones...Bones... - Probowała
sobie przypomnieć, jednak bez rezultatów.
Zrezygnowana postanowiła, że zapyta Vernona, może on będzie wiedział.
Po czym wróciła do odkurzania.


~~*~~



Harry, Ron i Hermiona biegli właśnie na Transmutację. Czarnowłosy chłopak
pochłaniał właśnie tosta,którego przyniosła mu Hermiona, przewidując,że
nie zdąży do wielkiej sali na śniadanie.
Mieli jeszcze minutę do dzwonka, kiedy Harry w coś uderzył:
-Prze..-podniósł głowę. Nad sobą zobaczył Narcyzę Malfoy - Co Pani tu
robi?!
- Nie twoja sprawa smarkaczu. Zajmij się swoimi sprawami.
Harry popatrzył jeszcze zimno na Narcyzę po czym ruszył za przyjaciółmi.
Pani Malfoy zobaczyła, że na ziemi coś leży.
-Potter...-zaczęła matka Dracona. Nie dokończyła, gdyż zobaczyła znajomą
okładkę. Harry zresztą i tak jej nie słyszał,
bo właśnie Minerwa McGonnagal odejmowała mu 15 punktów za spóźnienie.
- Przecież to niemożliwe - pomyślała Narcyza.
A jednak.
Ta sama okładka, ten sam charakter pisma. To niewątpliwie to co myśli
...ale skąd ma go ten dzieciak? Przecież z tego co słyszała
wyraźnie wynikało, że...
Nagle Narcyzę uderzyła pewna myśl.
Musi koniecznie się z nim skontaktować!


~~*~~



Troje przyjaciół siedziało właśnie nad pracą domową z Transmutacj
na temat nielegalnych animagów, kiedy usłyszeli stukanie w okno.
-To świnka!- krzyknął Ron i poszedł wpuścić sowę do środka.
Hermiona złapała maleństwo i odwiązała od jej nózki list.
-Słuchajcie, Hagrid zaprasza nas na herbatę...


Kochane dzieciaki,
chciałbym zprosić was do mnie na cherbatę. Mam dobrą wiadomość.
Czekajcie na mnie przed wejściem do zamku o 18.

Wasz Hagrid



- Idziemy? - zapytał Ron - Mam już dość ślęczenia nad książkami..
- Pewnie - odpowiedziała bez namysłu Hermiona - Sama chętnie odpocznę...
Ron już zbierał się żeby jej coś odpowiedzieć, jednak Harry go uprzedził
- Idźcie sami, ja chce poczytać w spokoju dziennik. Dawno nie miałem
wolnego wieczoru.
Hermiona wyglądała jakby chciała jeszcze coś powiedziec, wiedziała
jednak, że to bezcelowe. Harry do tej pory nie powiedział im co to jest,
ale poświęcał temu dziennikowi cały swój wolny czas. Jego przyjaciół
zaczynało już to męczyć.
- Jak chcesz. Chodź Ron, jest za 17:40, ubierz się i spotkamy się za
5 minut pod portretem grubej damy.


~~*~~



Punktualnie o 18 Ron i Hermiona stawili się przed wejściem do zamku.
Uradowany gajowy już na nich czekał.
-Czołem dzieciaki! Cieszę się, że przyszliście.A gdzie Harry?
-Został, musi poczytać - powiedziała Hermiona. Rudzielec spojrzał na
nią zaskoczony, ale zganiła go wzrokiem.
Całą drogę do zamku Hagrid wesoło pogwizdywał.
Przyjaciele taktownie milczeli,wiedzieli że gajowy prędzej, czy później
wyjawi im powód swojej radości.
W końcu kiedy nalał im herbaty, z arcypoważną miną oznajmił:
-Wyjeżdżam!
Ron wytrzeszczył oczy:
- I to dlatego jesteś taki radosny?!
-To jakaś misja dla zakonu? - spytała Hermiona
-Nie - odpowiedział spokojnie olbrzym - Olimpia zaprosiła mnie do siebie,
na 3 tygodnie do Francji.
Hermiona aż zakrztusiła się herbatą.
- To...to wspaniale - wycharczała
-Prawda?! Też się cieszę - gajowy wprost promieniał - Ale powiedzcie mi
czemu nie ma z wami Harrego.
Tym razem młoda Gryfonka zdobyła się na szczerość:
- W wakacje Harry znalazł na strychu jakiś dziwny dziennik. Mówi, że
to pamiętnik kogoś z jego rodziny i całe dnie siedzi zaczytany. Oceny
znacznie mu się pogorszyły, jest roztargniony, ale nie chce nam zdradzić
co to...
Ku ich zaskoczeniu gajowy nie wyglądał na zdziwionego, raczej tak, jakby
spodziewał się tego:
-Tak myślałem, że kiedyś go znajdzie...jego ciotka bardzo lubiła...
-CIOTKA?! - krzyknęli równocześnie Ron i Hermiona
-Tak..ciotka...-zmieszał się Hagrid, przyjaciele widzieli, że powiedział
za dużo...- Ciotka Harrego...Penelopa czy jak jej tam dostała w spadku
po Lily wszystkie pamiątki rodzinne. Ona zawsze lubiła kolekcjonować
starocie...
Gryfoni nie wyglądali na przekonanych, więc olbrzym zmienił temat:
-Jak wam smakuje herbatka? To jakiś nowy mugolski wynalazek, pomarańcza
i czosnek...
Reszta wizyty upłynęła na neutralnych tematach.
Kiedy pożegnali się z gajowym Hermiona powiedziała:
-Nie podoboa mi się to. Hagrid coś kręci...nie uważasz?
-Tak...ale narazie to nie nasz problem. Problem będziemy mieli jak wróci
z Francji z małymi Hagridziątkami.
Hermiona uśmiechnęła się niewyraźnie. Musi koniecznie dowiedzieć się
o co chodzi.


~~*~~



Kiedy Ron wszedł do dormitorium od razu zobaczył, że coś jest nie tak.
Nagle w drzwiach sypialni stanęła Hermiona:
-Ron, przepraszam wzięłam przez przypadek Twoje wypracowanie dla
McGonnagal, prze...na brodę Merlina co tu się stało?!
Nagle z pod łóżka wyszedł Harry. Miał potargane włosy, przekrzywione
okulary. Rumieńce na jego policzkach wskazywały na wielkie emocje.
-Harry! Co tu się dzieje?!- rudzielec był w niemniejszym szoku niż jego
przyjaciółka.
-Dziennik...dziennik zniknął!


~~*~~





Stary, rozsypujący się dom na wzgórzu za dawną fabryką szkła
nie zachęcał mieszkańców do zapuszczania się w tamte rejony. Nawet małe
dzieci, które lubiły nawiedzone domu bały się zapuszczać w tamte strony.
Wszyscy myśleli, że nikt tam nie mieszkał. Mylili się jednak. Dom był
zamieszkany, a w środu całkiem luksusowo urządzony. Tylko jedna osoba
nie bała się, a właściwie nie brzydziła się mieszkać w takich warunkach.
Severus Snape.
Po zabójswie starego Dumbledora musiał zmienić kryjówkę i Czarny Pan
odstąpił mu ten oto dom na wzgórzu.
Mistrz eliksirów pił właśnie herbatę siedząc wygodnie na kanapie
i czytając "100 najbardziej trujących eliksirów" Mirandy Bashawk, kiedy
przez komin wleciała piękna szara sowa.
Upuściła paczkę na kolana Severusapo czym odleciała tą samą drogą, którą przybyła.
Zaintrygowany Snape wyjął z paczki list:


Severusie,
Podejrzewam, że w tej twojej dziurze musi Ci się bardzo nudzić, więc
przesyłam Ci to co dzisiaj znalazłam na korytarzu w Hogwarcie,
prawdopodobnie upuścił to Potter, musisz tylko zwrócić mi to niedalej
niż za kilka dni. Potter nie może się zorientować, że to zabrałam.
Mam nadzieję, że pamiętasz ten niepozorny przedmiot?

Narcyza



Na dnie pudełka leżał dziennik, który tak dobrze znał.
To pismo, ta okładka.
Severus pamiętał, pamietał bardzo dobrze...na dnie paczki leżał
Pamiętnik Penny Evans
...........................................................................

Edit:

No i po neostradzie. Brak internetu na czas nieokreślony.
Nie wiem kiedy będę go znowu miała. Wasze notki będę się starała czytać w miarę możliwości, jeśli takowe będą. Co do mojej notki, nic nie wiadomo.
Na wszystkie komentarze także postaram się odpisywać, ale niczego nie gwrantuję. Mam nadzieję, że za mną zatęsknicie ;] Kocham Was :*!

Edit2

Kochani moi :*:*:* Wracam już w styczniu!W STYCZNIU! To prawie niedługo ;] Wytrzymacie...Teraz korzystam z uprzejmości Dobrosi i cierpliwości Agaty, które zaraz mnie zabiją więc musze szybko.Życzę Wam wszystkim Wesolutkich Świąt, z pysznym Żarciem i miłą atmosferą i pełnych miłości i co tam jeszcze sobie chcecie. Kocham :* Wracam po Nowym Roku z notką-mam nadzieję!


Wasza Misia :*


komentarze [31]

Rozdział 7 - Serce patrzy tam, gdzie oczy nie widzą >> sobota, 22 września 2007 22:17:45
Powróciłam. Znowu długo mnie nie było, ale musiałam się zastanowić nad sensem tego bloga, bo nie chce z niego robić telenoweli. Musi mieć formę zamkniętą. Zakończenie już wymyśliłam, więc mogę spokojnie dalej pisać. Ale znając moje tempo pisania jeszcze jakieś pół roku wam potowarzyszę, a nawet rok. Poczekamy, zobaczymy. Notka raczej długaśna, nie jest szczytem moich możliwości, ale mam nadzieję, że się spodoba.
Możecie się bardziej postarać z komentarzami... taka mała sugestia, ale i tak was kocham, moi czytelnicy ;) I mam prośbę!! Mógłby mi ktoś miły zrobić szablon? Byłabym wdzięczna...
Zmieniłam numerację, bo w numerach rozdziałów był pewien błąd i byłam o rozdział do przodu. Teraz jest już dobrze. I ponownie chciałam was zaprosić na moje pozostałe blogi:
www.teenegers.mylog.pl
i w końcu otwarty wwww.almost-love.mylog.pl
Zapraszam!
A notkę dedykuję:
Darii i Dobrosi - Seppuku.
oraz Klaudii (i-can-change-you) - twoje długie komentarze pomogły mi inaczej spojrzeć na pewną chorą sytuację, za co bardzo dziękuję.
Przypominam jeszcze o wpisywaniu się do księgi.
I zapraszam do czytania.
....................................................................................
Monotonię śniadania przerwała poczta. Szum tysięcy skrzydeł zagłuszył wszelkie próby rozmów. Rozmawiałam właśnie z Bellą na temat nadchodzących SUM-ów, kiedy nagle poczułam, że ktoś złapał mnie w talii.
Nie musiałam się odwracać. Bella taktownie odwróciła głowę i zajęła się rozmową z Antoninem Dołohowem. Trochę dziwny chłopak, jakoś nigdy z nim... Ale nie o tym miałam...
Szczerze mówiąc, po wczorajszych wydarzeniach spodziewałam się więcej. Właściwie spodziewałam się czegokolwiek. Samo dotknięcie to trochę mało po tak namiętnym wieczorze. Mogłam chociaż dostać buziaka.
Ale na moje zdziwione spojrzenie Severus odpowiedział tylko:
-Nie tutaj.
I najspokojniej w świecie zajął się tostem. Jak słowo daję, nie rozumiem mężczyzn. A Lily mówi, że to oni są napaleni.
-Dostałaś może dzisiejszego Proroka? - usłyszałam pytanie.
-Nie! - burknęłam i odwróciłam głowę.
-Och, Penny - dalej zero reakcji.
-Penny, kochanie - No już lepiej, uśmiechnęłam się do niego nieśmiało
-Od razu lepiej - opowiedział mi szerokim uśmiechem. - No, więc jak mówiłem, to nie jest dobre miejsce, a poza tym musimy chyba porozmawiać.
-Skoro tak sądzisz - popatrzyłam na niego i, już całkowicie udobruchana, zajęłam się swoimi płatkami, które zdążyły już wystygnąć.
Nie dane mi było jednak na razie ich zjeść. Nagle obok nas opadła Narcyza.
-Ale jaja! Nie zgadniecie, co się stało! - podekscytowana Cyźka ledwo mogła usiedzieć na miejscu z emocji.
Severus uśmiechnął się do mnie chytrze. Chyba jednak zgadniemy.
-No, nie duś tego w sobie dłużej, widzę, że nie możesz wytrzymać - powiedziałam ze śmiechem, nie chciałam jej odbierać tej przyjemności.
-Dzisiaj nad ranem Nott zszedł do pokoju wspólnego napić się wody, ale zapomniał różdżki, a ogień w kominku już się wypalił, więc szedł po ciemku. I nagle na środku pokoju potknął się o coś.
- Ciekawe, co mogło leżeć na środku pokoju wspólnego nad ranem? - spytał Snape z tak poważną miną, iż miałam ochotę wybuchnąć śmiechem.
- No właśnie. - Narcyza chyba nie zorientowała się, że Severus się z niej naśmiewa, i ciągnęła dalej podnieconym tonem - Dziwne, prawda? Okazało się, że był to Lucjusz, leżący na podłodze i sparaliżowany!! - prawie krzyknęła i popatrzyła na nas, oczekując reakcji. Oboje wybuchnęliśmy śmiechem, może odrobinę sztucznym. Jednak panna Black była tak radosna z powodu zaistniałej sytuacji, że tego nie zauważyła.
- A wiecie, co jest najśmieszniejsze w całej sytuacji? - pokręciliśmy głowami.
- Nott nie mógł wezwać jakiejkolwiek pomocy dla Malfoya, bo potykając się o niego tak niefortunnie upadł, że złamał nogę w kostce. Znaleźli ich dopiero rano, kiedy jakieś pierwszaki szły na śniadanie. Teraz są w skrzydle szpitalnym.
Ta informacja również wywołała u nas śmiech, i to już całkiem szczery.
Trzeba naprawdę mieć pecha, żeby nad ranem potknąć się o jednego z najlepszych kumpli i jeszcze złamać sobie o niego nogę.
- Ciekawe, skąd Lucek się tam wziął? Pewnie ktoś rzucił na niego Petrificus Totalus...
- Drętwotę.... - wyrwało się Snape'owi. Narcyza popatrzyła na niego ze zdziwieniem, ja z przerażeniem.
- A skąd wiesz? - spytała podejrzliwym tonem Cyźka.
Modliłam się w duchu, żeby coś wymyślił.
- Bo... - zawahał się, po czym podjął już pewniejszym tonem - bo Lucjusz jest świetny w pojedynkach, a wszystko wskazuje, że był to atak z zaskoczenia. A przecież gdyby usłyszał początek Petrificusa, od razu odparowałby zaklęcie. A Drętwota jest krótsza i można ją rzucić z zaskoczenia.
Odetchnęłam z ulgą. Po spojrzeniu Narcyzy widziałam, że wydaje się być przekonana.
-Czyli, jak widzisz, musiała to być Drętwota - kontynuował. - Swoją drogą, jestem ciekawy, kto mógł mu to zrobić... - popatrzył na mnie z takim dziwnym błyskiem w oczach. - Och, panie wybaczą, ale muszę jeszcze coś załatwić przed lekcjami. - Cmoknął mnie w policzek (nareszcie/tylko tyle?) i odszedł, zostawiając mnie z Narcyzą, której wyraz twarzy sugerował całkowitą dezorientację.
-Stało się coś, że masz taką minę? - spytałam niewinnym tonem, po czym wzięłam torbę i powędrowałam na OPCM.
Zdenerwowana Narcyza Black dogoniła mnie na schodach prowadzących na pierwsze piętro.
Właściwie zdenerwowana to złe słowo, lepsze byłoby... rozjuszona.
-Dobra, Evans! Gadaj! Wszystko, jak na spowiedzi! Natychmiast! - po czym ciszej dodała - Powinnam się domyślić, że masz coś wspólnego z atakiem na Malfoya.
-Cyziu, to nie był żaden atak, to był po prostu... nazwijmy to wypadek przy pracy.
-Yhym, jasne. Mnie nie nabierzesz. Zaraz chcę wszystko usłyszeć!
Czy ona zawsze musi być taka upierdliwa?
Na szczęście "spowiedź" uniemożliwiła nam profesor Jenkins.
Mimo wszystkich wypowiedzianych pod jej adresem gorzkich słów, kocham tą kobietę.
Piszę "na szczęście", bo wczorajsze wydarzenia nie były tym, czym chciałabym się podzielić z Narcyzą. Nie tyle z nią, co w ogóle z kimkolwiek.
To było coś tak... intymnego, coś, czego czar i urok mogłaby zniszczyć rozmowa o tym. Moim zdaniem do takich magicznych chwil między dwojgiem ludzi nie powinno się dopuszczać osób trzecich, nawet w opowieściach, bo może to zniszczyć ich piękno. A okazji do takich chwil jest naprawdę niewiele i kiedy już się nadarzą, trzeba umieć je wykorzystać.
Bo czyż to nie jest niesamowite? W chwili grozy zjawia się ratunek i po chwili nikt nie pamięta już, że było niebezpiecznie, bo liczy się tylko tu i teraz. Ten moment, kiedy wydarzają się rzeczy, których wpływ na nasze życie może być większy lub mniejszy. Ale tych chwil nigdy nie zapomnimy....
Piszę jak ci nudni autorzy tanich mugolskich powieści. Ale czuję, że mam rację. Po prostu czuj....
-Panno Evans - jakby przez mgłę usłyszałam surowy głos Jenkins - jak inaczej nazywamy zaklęcie Protego?
- Protego?
-Tak, panno Evans, Protego. Jeszcze jakieś pytania?
No dobra. Wcale jej nie kocham.
-Nie, to znaczy zaklęciem tarczy - wydukałam.
-Tym razem ci się udało Evans, ale następnym razem słuchaj mnie albo przynajmniej udawaj, że to robisz. I mam nadzieję, że te notatki to na temat lekcji, bo chyba nie chcesz żebym się upewniła czytając je.... całej klasie.
Jak ja nie znoszę tej baby!
Posłałam jej tylko przepraszające spojrzenie. Nie dam się wciągnąć w żadne gierki słowne.
Na wszelki wypadek odłożyłam pamiętnik, bo jakby to babsko miało to przeczytać.... brrr.
Czekałam z niecierpliwością na koniec lekcji, bo w piątki po zajęciach zazwyczaj spotykam się z Lily. Mimo wszystkich spięć jesteśmy siostrami no nie? OPCM minęła spokojnie, starałam się nie denerwować więcej tej paskudnej baby, ale i tak zadała nam wypracowanie na półtorej stopy na temat sposobów odparowywania zaklęć. Następna była transmutacja i ona nie przebiegła już tak bezproblemowo. Ale od początku.
Zaraz po Obronie dobiegł do mnie Severus i zaciągnął za pomnik Urlyka Wściekłego.
Nie dam się omamić. Muszę być twarda i stanowcza, bo wyjdę na łatwą...
Na Brodę Merlina, jak on całuje...
Jednak musiałam zadać dręczące mnie pytanie:
-Severus... to my jednak jesteśmy razem? - Boże, gadam jak kompletna kretynka.
Jednak w odpowiedzi usłyszałam tylko "Mmmm".
To chyba miała być ta nasza wspomniana przy śniadaniu rozmowa, bo jak już się "wygadał", popatrzył mi w oczy, wziął za rękę i... pociągnął w stronę klasy do transmutacji.
Nie rozumiem facetów. Ale przynajmniej trzymał mnie za rękę. To już coś. On ma takie gładkie dłonie.
Pod klasą oczywiście podeszła do nas Narcyza. I tak sobie stojąc pod klasą do transmutacji, poczułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Miałam wspaniałego chłopaka i cudowną, chociaż trochę denerwującą, przyjaciółkę.
I do tego po południu miałam się spotkać z siostrą.
Jednak moje szczęście nie trwało długo.
Wspominałam już, że transmutację mamy z Krukonami?
Ślizgoni nie są zbyt lubiani w Hogwarcie, ale nasz rocznik jest w miarę zgrany. Przynajmniej do tej pory nie było problemów.
Dzisiaj jednak czuć było, że coś jest nie tak.
Krukoni stali dalej od nas, posyłając nam ukradkowe spojrzenia, jednak unikając naszego wzroku. Tę ciężką atmosferę przerwało przyjście profesor McGonnagal. Widziałam, że zauważyła tę dziwną sytuację, ale nic nie powiedziała.
Na transu tacji siedzę z Amelią Bones, przyjaciółką mojej siostry, a moją dobrą znajomą. Bardzo ją lubię, jest bystra i ma często cięte uwagi, ale jest sympatyczna i otwarta na ludzi. Na lekcji zachowywała się normalnie. Przywitała mnie radosnym uśmiechem, a kiedy moja traszka, którą usiłowałam przemienić w puderniczkę, zaczęła uciekać, pomogła mi ją złapać. Pomyślałam wtedy, że może ta cała nagła niechęć Krukonów to tylko moja wybujała wyobraźnia, ale wtedy dostrzegłam spojrzenie Gordona.
Gdyby wzrok mógł zabijać, pewnie już bym nie żyła. Nigdy tak na mnie nie patrzył... z taką, odrazą. A do tego z jakimś takim pożądaniem.
Odwróciłam głowę i zajęłam się moją traszką, kiedy na ławce wylądował zwitek pergaminu:


Myślałem, że wyżej się cenisz. I że masz lepszy gust. Lepiej zostaw Snape'a, bo nie wyjdzie Ci to na dobre. A on pożałuje, że się do Ciebie zbliżył.


Na zawsze Twój


Gordon




O nie. Tego już za wiele. Ten... ten... imbecyl pieprzony ośmiela się mi grozić? Chyba zgłupiał. A Severus powali go jednym kiwnięciem różdżki.
Postanowiłam zignorować ten głupi liścik i zajęłam się lekcją. Jednak na karku wciąż czułam wzrok Gordona.
Odwróciłam się więc z godnością i posłałam mu najzimniejsze spojrzenie, na jakie mnie było stać. O sekundę za długie.
Usłyszałam stanowczy głos profesor McGonnagal:
-Panno Evans, to jest lekcja. Popęd seksualny zostawiamy w domu. Pani i pan Moltier za poddanie się mu na lekcji stracą na to szansę wieczorem. Szlaban. W moim gabinecie w poniedziałek o 20.*
Cudownie. A jeszcze nie dość, że dostałam szlaban razem z tym pacanem, to jeszcze Severus posłał mi spojrzenie zbitego psa. Nie raczył nawet zaczekać na mnie po lekcji.
Za to pod salą czekała Lily. I dobrze, bo jeszcze chwila, a rozwaliłabym coś albo kogoś. Najpewniej McGonnagal. Lily przywitała się z Narcyzą (na szczęście się lubiły, bo jakby jeszcze one miały coś przeciw sobie, to bym zwariowała, wystarczy, że reszta moich znajomych nie znosi Lilki) i powiedziała, że dziś chce mi kogoś przedstawić. Chciała to zrobić od dawna, ale miała wątpliwości. Już się ich pozbyła, więc idziemy. Jestem ciekawa, kto to może być. Po drodze Lil zgodziła się wysłuchać moich pretensji i żali do całego świata. Jak dobrze mieć taką wspaniałą siostrę!
Właśnie opowiadałam jej o zawirowaniach z Severusem, kiedy usłyszałyśmy dobiegający zza rogu krzyk i głośny śmiech.
Popatrzyłyśmy na siebie, po czym wyciągnęłyśmy różdżki i ruszyłyśmy biegiem w stronę, z której usłyszałyśmy głosy.
Zaczęło się tam zbierać coraz więcej osób, bo dla większości klas był to koniec lekcji, więc trochę trudu zabrało nam dopchnięcie się na tyle blisko, by cokolwiek zobaczyć.
Pod ścianą, a właściwie pod sufitem, lewitował Severus, a pod nim stał kto?
Huncwoci!
Potter machał sobie beztrosko różdżką, a z każdym jej ruchem Snape zmieniał położenie. Black wyczarował małe elfy, które miały być najwyraźniej tłem do tego "widowiska". Lupin i Pettigrew tylko się przyglądali.
Pierwsza odezwała się Lily:
-Potter! Jako prefekt rozkazuję ci przestać!
-Zobaczcie! Niedostępna Lily Evans w końcu się do mnie odezwała! - wykrzyknął ten kretyn z uśmiechem na twarzy i udał, że różdżka wypada mu z wrażenia z ręki. Niestety, wraz z różdżką spadł też Severus.
Na drżących nogach Snape podniósł się z ziemi, co natychmiast wykorzystał Black.
-Tarantallegra!! - wykrzyknął.
Nogi mojego chłopaka zaczęły odstawiać skomplikowany taniec, a on nie mógł nad nimi zapanować.
Na twarzach Gryfonów pojawiły się szerokie uśmiechy.
O nie, zetrę im te głupie miny z twarzy, nawet siłą jak będzie trzeba.
-Natychmiast przestańcie!!! - Moja siostra nadal próbowała po dobroci, ale ja nie wytrzymałam.
-Finite Incantatem! - wrzasnęłam. Nogi uspokoiły się. Wycieńczony Severus upadł.
Za to na twarzy Blacka zobaczyłam żądzę mordu.
-Nigdy więcej.... - zaczął Syriusz.
-Odczep się od niej - próbowała interweniować moja siostra.
-Nigdy więcej nie próbuj wchodzić nam w drogę... możesz tego gorzko pożałować!
-Odsuń się Lil - wyszeptałam.
-Expel - zaczął rozjuszony Gryfon.
Jednak ja byłam szybsza:
-Rictusempra!
Wyglądało to jak na zwolnionym filmie. Jakby wielka ręka uderzyła Syriusza i wrzuciła go na ścianę.
Pozostali Huncwoci patrzyli na mnie, ale żaden z nich już nic nie zrobił. Jednak kiedy podeszłam do Severusa i chciałam pomóc mu wstać, odtrącił moją rękę z odrazą i odszedł odprowadzany spojrzeniami całego korytarza.
Usłyszałam w uchu głos mojej siostry:
-Penny, chodźmy stąd.
Zabrała mnie w dobrym momencie, bo chwilę później z moich oczu popłynęły strumienie łez.
-Lil, dlaczego tak jest?! Czy ja nie mogę być po prostu szczęśliwa? Wszyscy muszą mi grozić i straszyć, że pożałuję! Dlaczego nie mogę mieć normalnych, monotonnych przyjaciół, którzy są wierni i mili, kochającego chłopaka i nudnego życia?
-A co do chłopaka, co ty widzisz w Snapie?
-W Severusie? Nie wiem... po prostu serce patrzy tam, gdzie oczy nie widzą.
-Jeśli tak, to jeszcze wam się ułoży - Lily popatrzyła na mnie, a na twarzy miała wymalowaną taką pewność, że musiałam jej uwierzyć.
-Liluś, a właściwie gdzie idziemy?
-Chcę ci przestawić mojego, jak to nazwałaś, wiernego i miłego przyjaciela. Mam nadzieję, że wy także się zaprzyjaźnicie.
-A kto to jest?
-Hagrid.
Byłam w szoku:
-Ty, ty zadajesz się z tym czymś?
-Tak. Bo serce patrzy tam, gdzie oczy nie widzą...
.......................................................................................
Podobało się? Krytykować proszę!

*Zmodyfikowany cytat baby od niemca... żeby nie było, że to ja wymyśliłam :P

komentarze [50]

Rozdział 6-Odtąd już będziesz wiedziała, że czarodziejom czystej krwi należy się szacunek >> piątek, 6 lipica 2007 01:01:02
Tadadam!! Powróciłam! Dwa miesiące mnie tu nie było. Znaczy czytałam wasze blogi, choć nie zawsze komentowałam, ale jakoś nie miałam weny, żeby napisać coś tutaj. W między czasie założyłam 2 nowe blogi, na które bardzo serdecznie was zapraszam:
www.almost-love.mylog.pl (notki jeszcze nie ma)
www.teenegers.mylog.pl
Dziękuję wam wszystkim za komentarze pod poprzednią notką, bo jest ich naprawdę sporo, i za cierpliwość w oczekiwaniu na notkę. Ta mi się podoba. Jest w pełni tym, co chciałam napisać .I na mój wielki powrót chciałam, żeby była długa, co mi się chyba udało :) Mam tylko wątpliwości, czy wam się spodoba, dlatego proszę o szczerą opinię. A teraz dedykacje:
-Darii, Dobrosi i Alusi :* (milosc-niesmiertelna) - bo są i czytają. I były przy mnie w tych trudnych momentach, kiedy miałam ochotę wszystkich pozabijać :* Kocham was :*
-Klaudii :* (mezczyzni-mysla-tylko-o-jednym) - za rozmowy na gadu i przez komentarze, które bardzo mi pomogły. I że pomogła mi inaczej spojrzeć na inne sprawy, za co dziękuję :*
-Oli :* (hp-zakochany) - za wspaniałe rozmowy przez komentarze i za to że przywróciła mi chęć powrotu na myloga :*
-Agnieszce - autorce przepięknego opowiadania (naucze-cie-kochac), której ostatnia notka miała wielki wpływ na napisanie tej.
-I wszystkim wiernym i cierpliwym czytelnikom - zarowóno tym, co komentują, jak i nie.
Zapraszam do lektury :)
...............................................................................................
Miarowy stukot kół pociągu powodował otępienie i senność. Po raz pierwszy, odkąd się poznali, w ich przedziale panowała cisza. Harry, Ron i Hermiona od zawsze dzielili się wrażeniami z wakacji, rozmawiali o tym, co było i o tym, co czeka ich w nadchodzącym roku. Jednak tym razem było inaczej. Odkąd znaleźli pusty przedział, Harry od razu opadł na siedzenie i rozpoczął czytanie jakiegoś starego zeszytu. Kiedy Hermiona i Ron wrócili już z przedziału dla prefektów, ich przyjaciel nadal był pogrążony w lekturze i bynajmniej nie zamierzał przestać. Na pytanie przyjaciół i na jakiekolwiek próby wciągnięcia do rozmowy odpowiadał krótkim "tak" lub "nie" i nerwowym skinieniem głowy. Ron i Hermiona przez chwilę rozmawiali, ale, jak zazwyczaj, szybko się posprzeczali i teraz każde siedziało obrócone w inna stronę. A Harry, który zawsze pełnił rolę mediatora między tą dwójką, nawet nie zwrócił na to uwagi. Tak więc przyjaciele podążali w ciszy do Hogwartu, na ostatni rok nauki.
Nagle drzwi do ich przedziału rozwarły się szeroko, a w drzwiach stanęła najmniej oczekiwana osoba.
Malfoy.
-No, no, no... kogo ja tu widzę... Potter i spółka ZOO...
Ale po raz pierwszy nikt nie zareagował na głupie docinki Malfoya, a Harry nawet nie podniósł wzroku.
-Co się dzieje? Macie ciche dni czy coś? - nie dawał za wygraną Malfoy. Nie lubił być ignorowany.
Kiedy po raz kolejny nie otrzymał odpowiedzi, podszedł do Harrego i wyrwał mu notatnik z ręki.
Harry jakby wyrwał się z otępienia. Kiedy się odezwał, jego głos brzmiał twardo i lodowato:
-Oddaj to, Malfoy...
Jednak tym razem to Draco nie zwrócił najmniejszej uwagi na jego słowa i spokojnie wertował kartki notatnika.
-Powtarzam, Malfoy - oddaj to, albo pożałujesz...
Draco jeszcze chwilę przeglądał stary zeszyt, po czym ze zwykłym drwiącym uśmiechem rzekł:
-No cóż ,Potter, sądziłem, że jesteś mądrzejszy. Nie wiem, jaki sens ma zaczytywanie się w pustym zeszycie, ale jeśli ma ci to pomóc zbawić świat i zaistnieć jako bohater, pogromca Voldemorta, to ja ci w tym nie będę przeszkadzał. - Po czym skinął na swoich goryli i wyszedł.
-Ach, zapomniałbym - powiedział niedbałym tonem, pojawiając się ponownie. - Twoja fascynująca powieść. - Z drwiącym uśmiechem Malfoy rzucił zeszyt Harry'emu pod nogi i z głośnym hukiem zatrzasnął drzwi, zostawiając Pottera z mętlikiem w głowie.
Teraz sprawa pamiętnika wydała się Harry';emu jeszcze dziwniejsza. Do tej pory myślał, iż jest on "niedostępny" dla mugoli, ale teraz Malfoy - najprawdziwszy czarodziej czystej krwi - także niczego w nim nie zobaczył. Ale przecież jego własny ojciec dotykał go i dokładnie widział, co ciotka Petunia tam wypisywała... Dziwne... naprawdę dziw...
-HARRY!!
-Ziemia do Harry'ego!! - głos Hermiony wyrwał go z rozmyślań. Nieprzytomnym wzrokiem spojrzał na nią. W rękach trzymała notatnik.
-Harry... - zaczęła poważnym tonem Hermiona. - Co się z tobą dzieje? Od początku podróży prawie się nie odzywałeś i siedziałeś wpatrzony w ten zeszyt jak sroka w gnat.... takie mugolskie wyrażenie - odpowiedziała na zdziwiony wzrok zarówno Harry'ego, jak i Rona. -Tymaczasem...
-Hermiono...
-Poczekaj, daj mi skończyć. Tymczasem, tak jak powiedział Malfoy - nigdy nie myślałam, że przyznam rację Malfoyowi- on jest pusty. PUSTY - powtórzyła z naciskiem dziewczyna.
-Słuchajcie - zaczął powoli chłopak - ja sam nie wiem, jak mam wam to wytłumaczyć. To naprawdę bardzo dziwne, bo choć może wam się wydawać, że zwariowałem, to jednak ten zeszyt nie jest pusty. I wiem, że mi nie uwierzycie, ale to jest pamiętnik mojej... bardzo bliskiej mi osoby z czasów Hogwartu.
Przyjaciele popatrzyli po sobie z powątpiewaniem.
-Harry - zaczął Ron. - My nie chcemy nic mówić, ale.... - jednak Harry już go nie słuchał. Ponownie pogrążył się w lekturze i zapomniał o bożym świecie. Zrezygnowany Ron opadł na siedzenie obok Hermiony i zaczął z nią rozmawiać, zupełnie jakby kilka chwil wcześniej nie byli na siebie śmiertelnie obrażeni.
~~*~~
Stałam nieruchomo przyciskana do ściany, jakby przez jakąś niewidzialną, lecz silną rękę. Chciałam krzyknąć, ale uciszył mnie zaklęciem.
-Taaak - zaczął powoli - ostrzegałem cię, ale nie słuchałaś.... A szkoda, szkoda... - Malfoy spoglądał na mnie z drwiącym uśmiechem, niedbale oparty o kanapę, w rękach obracał różdżkę. - A w ogóle mówiłem ci kiedyś, że pięknie wyglądasz, jak się złościsz?
-Ty, ty, ty..... - próbowałam coś powiedzieć, jednak z mojego gardła nie wydobywał się żaden dźwięk.
-Co ty tam szepczesz? - zapytał drwiąco chłopak. - Ach, zapomniałem...
Lucjusz szepnął pod nosem jakieś zaklęcie, a z moich ust wydobyła się końcówka długiej i skomplikowanej litanii obelg.
-Nieładnie, Petunio - skrzywiłam się na dźwięk swojego imienia. Kto jak kto, ale Malfoy doskonale wiedział, jak bardzo nienawidzę jego pełnej formy. - Grzeczne dziewczynki nie powinny używać takich słów...
-Daruj sobie, Lucjuszu - wycedziłam. - Po co mnie tu trzymasz, skoro jedyne, czym dotychczas mnie "zraniłeś", to było kilka obelg... sądziłam, że twoje groźby są więcej warte.
-Nawet nie wiesz, głupia szlamo, co mogę ci zrobić....
Niby nic wielkiego, zwykła groźba, ale znałam Lucjusza Malfoya na tyle dobrze, by zacząć się naprawdę bać.
Nagle nacisk na mojej szyi zelżał, poczułam, że mogę odejść od kominka. Zrobiłam niepewnie jeden krok, potem drugi. Lucjusz patrzył na mnie spod półprzymkniętych powiek, ale nie reagował. Postanowiłam podjąć próbę ucieczki. Wyjęłam różdżkę z tylnej kieszeni dżinsów (jak dobrze, że nie zostawiłam jej idąc po tą przeklętą Ognistą Whisky). Postanowiłam odwrócić uwagę Lucjusza. Szepnęłam najciszej jak umiałam zaklęcie, a zabytkowa waza stojąca w rogu Pokoju Wspólnego rozprysła się w drobny mak. Zwróciło to uwagę chłopaka, który odwrócił głowę w stronę, z której dobiegł hałas. Puściłam się biegiem po schodach, jednak on był szybszy:
-Expeliarmus!
Z całej siły uderzyłam w ścianę i bezwładnie osunęłam się na ziemię. Z mojej głowy spływał cienki strumyczek krwi. Różdżka wyfrunęła mi z ręki i poszybowała w ręce Malfoya.
-Tak lepiej - popatrzył na mnie drwiąco. - Dzisiejszej nocy dowiesz się pewnej ważnej rzeczy, która przyda ci się w dalszym życiu. O ile przeżyjesz... - zaśmiał się krótko.
Był to zimny śmiech, pełen pogardy...
-Będziesz wiedziała, mała SZLAMO - zaakcentował ostatnie słowo - że nie obraża się czarodziei czystej krwi, a szczególnie tych z rodu Malfoyów.... - podniósł różdżkę. - Ignis*.
Poczułam, jakby całe moje ciało trawił ogień. Jęknęłam cicho. Gorące płomienie lizały moją szyję, dotykając twarzy... palący ból przeszywał wnętrzności... skoro to zaklęcie powoduje taki ból, to jak straszny musi być Cruciatus?
Jednak po chwili ból ustał...
-Bolało? - spytał i popatrzył na mnie.
Chciałam być twarda, nie chciałam pokazać swojej słabości... za wszelką cenę starałam się nie rozpłakać. Ten zimny drań nie zobaczy moich łez....
-Chyba nie wystarczajaco... może jeszcze raz? Ignis!
Ból powrócił... Płomienie trawiły moje ciało kawałek po kawałku... Tym razem zacisnęłam zęby, by nie wydobyć z siebie żadnego dźwięku... starałam się myśleć o czymś innym. Jak można być tak okrutnym z powodu jednego głupiego wpisu do pamiętnika? Byłam zgubiona... pozostawało mi tylko mieć nadzieję, że dźwięk rozbijanej porcelany obudził kogoś, ściągając go na dół...
-Wystarczy ci już? - lodowaty głos Lucjusza przerwał moje rozmyślania. - Będziesz już wiedziała, że czarodziejom czystej krwi należy się szacunek?
Jednak tym razem także się nie odezwałam.
-Nie? - w jego głosie usłyszałam zdziwienie. - No cóż... noc jeszcze młoda, będę miał czas żeby cię przekonać.
-Cru...
-DRĘTWOTA!!
Rażony zaklęciem Lucjusz upadł na ziemię. Podniosłam wzrok w stronę mojego wybawcy. Na szczycie schodów stał Severus Snape z wyciągniętą różdżką.
Rozejrzał się po pokoju, aż w końcu dostrzegł mnie leżącą na schodach.
-Mój Boże, Penny! - W jego oczach zobaczyłam strach, podbiegł do mnie. - Co ty tu robisz?
-Severusie ja, on, my... - jednak nie zdołałam nic powiedzieć, wstrząśnięta nagłym wybuchem płaczu.
-Cii... nie płacz... proszę... tylko nie płacz... - Severus przytulił mnie, a ja szlochałam rozpaczliwie w jego ramię. On nic nie powiedział, tylko ze spokojem głaskał mnie po włosach, szepcząc uspokajające słowa. A ja płakałam dalej, dając upust kłębiącym się we mnie emocjom, złości, rozpaczy i strachowi. Jednak Snape nie musiał nic robić - ważne, że był.
-Ja... - zaczęłam cicho, nadal łkając - ja mu nic nie zrobiłam, ja tylko...
-Cicho, Penny, nic nie mów, ważne, że ten drań ci nic nie zrobił... - Severus przyciągnął mnie do siebie i jeszcze mocniej objął. W końcu poczułam się bezpiecznie. On obejmował mnie swoim silnym ramieniem, a z jego ciała emanowało ciepło. Nie wiem, co popchnęło mnie do tego, co zrobiłam. Może nagromadzona we mnie rozpacz, ten cały tłumiony strach utonęły w poczuciu bezpieczeństwa. Być może zrobiłam to dlatego, że to on uratował mnie przed tym, co zamierzał zrobić Lucjusz. A może naprawdę tego chciałam? Popatrzyłam na Severusa tak, jakbym widziała go pierwszy raz w życiu. Dopiero teraz dostrzegłam, jakie ma piękne, czarne oczy. W ich głębi można było utonąć. Mocniej go objęłam i jakby we śnie, po omacku szukałam jego ust. Zatopiłam swoje wargi w jego, oddając się czarowi chwili. Wszystkie emocje znalazły ujście w tym jednym pocałunku. Severus wydawał się być zaskoczony, ale nic nie zrobił, tylko chłonął moje pocałunki, jakby było to spełnieniem jego marzeń.
Nie wiem, jak długo to trwało. Jak długo siedzieliśmy na tych schodach, oddając się długo tłumionej namiętności, ale w końcu oderwałam swoje usta od jego, przytuliłam się i powiedziałam:
-Severusie, jestem już zmęczona... lepiej pójdę spać.
Podniosłam się i uczyniłam jeden krok po schodach. Jednak zachwiałam się i pewnie upadłabym po raz kolejny na zimną posadzkę, gdyby nie złapał mnie Snape.
-Poczekaj Penny, pomogę ci. Tylko posiedź tu jeszcze chwilę - powiedział, po czym wstał i podszedł do leżącego Malfoya, który cały czas tam był, jednak nic nie widział, bo na szczęście dla nas leżał tyłem, a poza tym nie mógł się ruszyć.
Severus stanął poza zasięgiem wzroku Lucjusza i głosem tak zimnym, jak jeszcze nigdy u niego nie słyszałam, powiedział:
-Nigdy więcej się do niej nie zbliżaj, Malfoy. Spróbuj jej coś zrobić, a będziesz tego żałował do końca życia.
Powiedziawszy to odszedł, nie racząc nawet rzucić przeciwzaklęcia. Ale jakoś specjalnie nie było mi żal Malfoya.
Severus podszedł do mnie, wziął mnie na ręce i zaniósł do dormitorium. Co prawda chłopcom nie można wchodzić do dormitorium dziewcząt, ale jemu się udało. Pewnie dlatego, że miał mnie na rękach.
W dormitorium była tylko Narcyza, która leżała w dziwnej pozie wśród porozrzucanych pustych butelek po Ognistej i pochrapywała cicho.
-No no - zaśmiał się Severus - niezła impreza musiała tu być.
Następnie położył mnie na łóżku, dokładnie przykrył i po raz ostatni pocałował. Tym razem to jednak on przerwał i posyłając mi uśmiech wyszedł z dormitorium. A ja prawie natychmiast oddałam się objęciom Morfeusza.
....................................................
*zaklęcie wymyślone przeze mnie w celu zadania bólu, ale mniejszego niż Crucio.
....................................................
I przypominam o wpisywaniu się do księgi! Ostatni raz powiadomiłam tych, którzy prosili, a nie ma ich na liście. Żeby być na liście, wystarczy się wpisać do księgi. TO NAPRAWDĘ NIE JEST TRUDNE!!
komentarze [56]

Rozdział 5-Miłość jest jak kac..... >> niedziela, 6 maja 2007 21:18:15
No cóż, notka słaba. Ale wplotłam jeden nowy wątek i wyjaśniłam zagadkę z poprzedniej notki. Kolejna może będzie ciekawsza, ale wena mnie opuściła. Taka notka o niczym, ale potrzebna da całej sprawy. Chciałam też trochę pokazać, hmm... inną Petunię. Taką, jakiej nikt nie zna. Jak wam się naprawdę nie spodoba, to ją najwyżej skasuję. No, trudno. Komentujcie :)
Ach, i pewnie jak zauważyliście zmienił się szablon. Który wam się bardziej podobał? Ten, czy poprzedni? No i przepraszam, że mnie tyle nie było i nie wchodziłam na wasze blogi, ale już nadrabiam. Ponownie proszę o wpisywanie się do księgi tych, którzy chcą być powiadamiani.
Notkę dedykuję:
-Autorce bloga narcyza-black-diary, która mi" wierciła dziurę", żebym napisała tę notkę. Pewnie bym jej nie napisała, gdyby nie ona. Ale wszystkie skargi też do niej (żartuję :D)
-Alusi mojej najukochańszej! (milosc-niesmiertelna) -za cudowne opowiadanie i trzy ostatnie notki i za pamięć i w ogóle za to, że jest!!
-Klaudii (mezczyzni-mysla-tylko-o-jednym) -za miłe słowa i miłe rozmowy przez komentarze oraz za wspaniałego bloga o bardzo prawdziwej treści :)
-i wszystkim innym czytającym i komentującym za 59 komentarzy :*
Dziękuję :*:*
Zapraszam do czytania i komentowania. I liczę na krytykę, bo dobre to to nie jest.
......................................................................................................
-Penny!! PENNY!!!!!! PETUNIA, DO JASNEJ CHOLERY WSTAWAJ!!!!!!!!! - Krzyk Narcyzy powoli docierał do najdalszych zakątków mojego mózgu, próbując przywrócić mnie do rzeczywistości. Bezskutecznie.
-PENNY!!! WSTAWAJ!!!!!!!!
-Dobra, już wstaję, daj mi spokój! - powoli podniosłam się z łóżka. Moje obolałe kończyny odmawiały posłuszeństwa. Nie do końca pamiętałam, co się wczoraj stało. - Która godzina?
-7:45....
-JASNA CHOLERA!!! - szybko pobiegłam do łazienki, ubrałam się i po 5 minutach byłam gotowa. Szybko zeszłyśmy na śniadanie i dopiero filiżanka kawy przywróciła mi jasność myślenia, a na zmęczone oblicze wstąpił cień uśmiechu.
Dziś był jeden z lepszych dni w tygodniu. Dwie godziny eliksirów z Gryfonami (i moją cudowną siostrą), potem obrona przed czarną magią i zielarstwo.
Jednak ten nikły uśmiech zauważyła także Narcyza.
-No, to skoro już oprzytomniałaś, to może mi powiesz, czemu wczoraj wróciłaś o 2 w nocy i to nie do końca trzeźwa? - niedobrze. Czyli jednak zauważyła. Jednak nie dałam niczego po sobie poznać i odpowiedziałam ze spokojem, że opowiem jej później. Nie miałam na razie ochoty na wynurzenia, ale Cyźka nie dawała za wygraną. Na szczęście z pomocą przyszedł mi dzwonek. Pędem puściłyśmy się korytarzem prowadzącym do lochu, jednak na eliksiry wpadłyśmy spóźnione. Na szczęście profesor Slughorn niczego nie zauważył.
Zajęłam swoje stałe miejsce obok Lily. Było to jedyne miejsce, gdzie mogłyśmy spokojnie porozmawiać. Czasem musiało do tego dojść, mimo, że nasze kontakty nie były już tak dobre jak kiedyś. Jednak zawsze na eliksirach pojawiała się między nami rywalizacja, co było widać już po pierwszych minutach lekcji. Profesor Slughorn miał w zwyczaju odpytywać nas na początku lekcji.
-Panno Evans, proszę mi powiedzieć ile włosów z ogona jednorożca trzeba dodać do eliksiru piękności?*
-Dwa! - równocześnie odpowiedziałyśmy na zadane pytanie, czym wywołałyśmy uśmiech na twarzy profesora.
-Przepraszam, następnym razem zwrócę się do was imiennie. 5 punktów dla Gryffindoru i Slytherinu. Dobrze... a teraz...hmmm... panie Potter... jakie zwierzę posiada bezoar?
-Osioł? - no tak, ten pacan nigdy nie odpowiedział na pytanie z eliksirów.
-Osioł jest chyba z pana. Panno Evans? Znaczy Lily...
-Koza.
-Dobrze. A teraz przyrządzicie antidotum na jad pająka groźnego*. Składniki macie na tablicy. Ahhh...zaraz, a gdzie jest Severus?
-Źle się poczuł i poszedł do skrzydła szpitalnego - odpowiedział natychmiast Lucjusz Malfoy.
-Penny? Co z tobą? - zapytała moja zawsze czujna siostra.
-Nie, nic - wszystko w porządku - powiedziałam, zła na siebie, że dałam coś po sobie poznać. Lily popatrzyła na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedziała. Na szczęście.
Zajęłyśmy się więc warzeniem eliksiru. Eliksiry nie miały przed nami tajemnic, więc szybko nam to poszło. Jednak rozmowa się nie kleiła.
-Penny? Czy wszystko w porządku? Dziwnie się zachowujesz.
-Nie, naprawdę wszystko w porządku - uśmiechnęłam się słabo. - Tylko trochę boli mnie głowa - nie dodałam, że od alkoholu.
-To może powinnaś iść do skrzydła szpitalnego? - Mimo różnic Lilka naprawdę się o mnie troszczyła. Chociaż to ja byłam starsza.
-NIE! - powiedziałam głośno. Może odrobinę za głośno, ponieważ kilka osób odwróciło głowy z ciekawością.
-Nie - dodałam już ciszej. - Nic mi nie jest. A co u ciebie? -wiedziałam, że w takich wypadkach najlepiej jest zmienić temat.
-Lepiej nie mówić... Potter ostatnio ciągle...
Nie dowiedziałam się jednak, co ciągle robi Porter, ponieważ cała sala zasnuła się gęstym dymem.
-DOSYĆ TEGO!! Minus 15 punktów dla Gryffindoru.- Profesor Slughorn po raz pierwszy aż tak się zdenerwował. Jednym machnięciem różdżki zlikwidował opary i powrócił do swojego umoralniającego kazania.
No tak, od razu wiedziałam, kto jest sprawcą całego zamieszania. Jednak to, co powiedział prof. Horacy, przeszło moje najgorsze.... no, po prostu nie spodziewałam się tego. Lily też.
-Panno Evans, Petunio. Usiądziesz obok pana Blacka i może nauczysz go w końcu czegoś, skoro ja nie umiem. A obok ciebie, Potter, usiądzie druga panna Evans. Jest ładniejsza ode mnie więc nie będziesz musiał patrzeć aż tak daleko i łatwiej ci będzie pracować**. Dziś już nie musicie się przesiadać, bo panny Evans uwarzyły idealny eliksir, więc bez sensu byłoby je przesadzać w takim momencie.
Reszta lekcji minęła nam w podłym nastroju, za to oblicze Pottera wyraźnie się wypogodziło. Myślałam, że już dłużej nie wytrzymam w tej sali z moją skwaszoną siostrą, która miała minę, jakby chciała pozabijać wszystkich w koło, ale na szczęście zadzwonił dzwonek.
Dogoniłam Narcyzę i ruszyłyśmy na OPCM.
-Cyźka... co się stało ze Snapem? Czemu go dzisiaj nie było?
-Nie wiem - odpowiedziała spokojnie, widocznie nie widząc mojego zdenerwowania. -Powiedział Lucjuszowi, że ma mówić, że jest w skrzydle, ale został w dormitorium. A czemu pytasz?
-A tak sobie... po prostu nie miałam konkurencji na lekcji i trochę mnie to zdziwiło - powiedziałam i wybuchnęłam sztucznym śmiechem maskującym emocje.
Lekcje minęły szybko. Zaraz po obiedzie udałyśmy się do pokoju wspólnego, napisałyśmy wypracowanie dla McGonnagal, z którego napisaniem czekałyśmy (jak zawsze zresztą) na ostatnią chwilę. Widziałam, że Cyźka dziwnie mi się przygląda. Wiedziała, że coś jest nie tak. Po kolacji udałyśmy się do dormitorium, gdzie zaatakowała jak rozjuszony byk.
-Dobra, a teraz jak na spowiedzi. Co się wczoraj stało, że dzisiaj zachowujesz się jak naćpana?
-Nic się nie stało. Naprawdę.
-Mnie nie oszukasz. Znam cię już trochę i wiem, kiedy jest z tobą coś nie tak. Kim był ten chłopak wczoraj?
Na moje milczenie odpowiedziała z podwójną siła.
-Dobra, Evans. Gadaj - powiedziała ostro, a za jej plecami zamigotała butelka Ognistej Whisky. Po kilku minutach zaśmiewałyśmy się do łez siedząc na moim łóżku...
-...No co ty!! Żartujesz?! - Cyźka ledwo mogła utrzymać równowagę. - Severus Snape? TEN Severus Snape?!!
-Ten Severus Snape - ja również miałam z tym problem.
-Severus Snape pocałował cię i poprosił o chodzenie?!
-Doookładnniee!
-Phii.... a dobrze całuje?
-A żebyś wiedziała... lepiej niż Gordon.
-No dobra... hahahah... ale co robiłaś, jak cię już o to zapytał? - Narcyza nie dawała za wygraną.
-No to poszłam, bo patrzył na mnie takimi smutnymi oczami. No i tak poszłam się przejść i tak jakoś chodziłam no i tak jakoś mi się smutno zrobiło i poszłam posiedzieć nad jezioro i mi było zimno i wróciłam i napiłam się trochę żeby się rozgrzać. Znaczy napiłam się z butelki, która była pod drzewem. A potem się... znaczy wróciłam do dormitorium i się jeszcze napiłam, ale wcześniej się przewróciłam na schodach... no i się tego... No rozumiesz.
-Penny... - powiedziała Narcyza z namysłem - a ty się zgodziłaś z nim chodzić??
-Tak serio?
-Tak.
-Nie! - powiedziałam i wybuchnęłam głośnym śmiechem, a po chwili dołączyła do mnie Cyźka. Dobrze, że rano nie ma historii magii i możemy dłużej pospać.
Nie wiem, co było dla nas śmieszniejsze - czy to że, Snape poprosił mnie o chodzenie, czy to, że się nie zgodziłam, ale bawiłyśmy się świetnie.
Opowiedziałam jej wszystko po kolei, jak to poszłam pod ten portret, a on mnie pocałował i w ogóle. A potem się zapytał, czy zostanę jego dziewczyną. Byłam zbyt oszołomiona, żeby się zgodzić lub nie zgodzić. Fajnie, że się mną zainteresował i w ogóle. Ale potem przypomniałam sobie te wszystkie momenty - kiedy nazywał mnie szlamą, kiedy się odsuwał podczas spotkań z Czyścicielami, podczas lekcji. Jak wyśmiewał się ze mnie i z mojej siostry i z naszej więzi rodzinnej. Pomyślałam o tym wszystkim i nie mogłam się zgodzić. Wyszeptałam "nie"... i uciekłam, bo czułam, że nic więcej nie mogę zrobić. A potem biegłam. Biegłam przed siebie, a uczucia kipiały we mnie jak w garnku z wrzącą wodą. Severus chciał coś powiedzieć, ale słowa mu się nie składały w zdania.
Przypomniał mi się on... te piękne wakacje... te piękne słowa. Piękne, lecz... takie fałszywe, puste... Nie. Nie mogę o tym myśleć. Musiałam ochłonąć. Musiałam zagłuszyć ból. A najlepsze do tego "narzędzie" leżało tuż przede mną. Miłość jest jak kac. Najlepsze na nią są czas i alkohol.
Byłyśmy pijane jak nie wiem, ale nagle nastąpiła katastrofa. Rzecz straszna. Zabrakło nam whisky.
-Petuniu... kochanie moje najdroższe!! Skoczysz po whisky??
-Nawet mnie nie proś! Nie pójdę.
-Penny.....
-Nie pójdę!!!!!!
Byłam głupia. I poszłam.
Szłam schodami w dół, jakoś tak dziwnie kręte te schody były... jakoś tak bardziej niż zwykle. No i wyboiste trochę. Powoli, ze spokojem zeszłam na dół, do pokoju wspólnego i z szuflady za kanapą (sprytny pomysł Czyścicieli Krwi) wyjęłam butelkę Ognistej Whisky i powoli, mimo że ziemia dookoła się jakby trochę chybotała, weszłam na schody. Jednak schody były dla mnie niezbyt łaskawe i zrzuciły mnie z siebie. Ktoś jednak mnie złapał.
Poczułam niewypowiedzianą wdzięczność. Ktoś jednak odciągnął mnie dalej niż miałam to w planach.
-Co ty... czego ty... - miałam trudności z mówieniem, ale ta osoba wciąż gdzieś mnie ciągnęła
-Kim ty.... - zaczęłam, jednak ta osoba zatkała mi usta i przycisnęła do ściany. Po raz pierwszy poczułam strach, a butelka Ognistej wypadła mi z ręki, ale dywan zamortyzował odgłos upadku. Niestety.
Nagle poczułam różdżkę tuż przy skroni, a w uchu usłyszałam zimny głos, który przywrócił mnie do rzeczywistości:
-Lepiej było nie wychodzić po zmroku samej... ostrzegałem- pożałujesz, że się urodziłaś...
...............................................................................
*- wymysł własny autorki
**- wymysł pani od niemieckiego, dzięki której miałam taki kretyński tekst
Komentujcie!
komentarze [69]

Rozdział 4-Pożałujesz,że się urodziłaś.... >> sobota, 7 kwietnia 2007 22:50:47
Tak sobie dzisiaj myłam samochód i doszłam do wniosku, że napiszę notkę. Tak po prostu. A że głupie dziecko złapało za wtyczkę od odkurzacza i prąd kopnął mnie, jak jeszcze nigdy w życiu, widocznie ujawniła się dawno zapomniana wena. I notka wyszła mi długaśna jak nigdy. I tak sobie pomyślałam, że będę mieć do was prośbę. Otóż już za 10 dni moje 15 urodziny (ale starucha :D) i tak miło by mi było zobaczyć pod notką 30 komentarzy. A nawet 40 (dla niektórych to niewiele, ale wy się coś obijacie ostatnio!!).
To co, postaracie się?? Proszę!! O ile oczywiście dożyje 15., bo ostatnio prześladuje mnie taki pech (Przykład? Patrz wyżej!), że to będzie cud.
No to tyle.
A tą długaśną notkę dedykuję:
-Oli :* z 4 wspaniałych blogów (np.liz-malfoy), za wspaniałe pomysły, cudowne opowiadania i w ogóle za wszystko.
-Alusi :* za wspaniałe opowiadania, (m.in: znienawidzona-milosc-hermi) (mam nadzieję, że ta dedykacja zmotywuje cię do notki na melanii!!) i za to, że chce jej się przyjeżdżać do naszej wioski.
-Autorce bloga nat-granger-diary za miłe słowa i reaktywacje wspaniałego opowiadania, które było pierwszym, na jakie się natknęłam na mylogu i od razu mi się spodobało. I mam do niego jakiś sentyment.
-No i wszystkim innym czytelnikom. Bo są i czytają.(tylko czemu tak mało komentują ;(?)

Ach, i jeśli ktoś chce być powiadamiany o notkach, to prosiłabym o wpis do księgi, bo już się gubię :(

Wesołych świąt kochani!!
..............................................................................................
Siedziałam w fotelu i zaśmiewałam się z poprzednich wpisów mojego pamiętnika. Nie mogłam uwierzyć, że odkąd przyjechałam do Hogwartu minęły już cztery lata. Zaczynałam piąty rok nauki. I postanowiłam regularnie pisać pamiętnik. Przez ostatnie lata nie wyrabiałam z nauką i prawie nic nie pisałam. Teraz się to zmieni. Musi się zmienić, nie można dusić w sobie emocji. Co prawda przez te cztery lata w Hogwarcie niewiele się u mnie zmieniło... Nie mam chłopaka, nie zakochałam się jeszcze tak "na poważnie". Owszem, był już jeden, Krukon Gordon Molltier, ale to nie było to... może ja nie mam uczuć i nie umiem kochać? Nawet z własną siostrą mam coraz gorszy kontakt. Częściej się kłócimy i to o byle co. No może nie jest to takie byle co. Ja mam dość wiecznie-wyszczerzonej-panny-lily-evans, która gwiazduje, jakby była niewiadomo kim. Ale ona też się mnie czepia i to bez powodu. Ma do mnie pretensje, że zadaję się z paczką Bellatrix. Mimo, że na samym początku niezbyt przypadłam im do gustu, bo jestem z niemagicznej rodziny - a oni nazywają się "Czyścicielami Krwi" i dokuczają wszystkim szlamom w szkole – zaakceptowali mnie. Ale Lily nie. Moim zdaniem nie ma powodu by się czepiać. Nie moja wina, że mam prawdziwych przyjaciół, a ona tylko znajomych. Dużo, ale fałszywych.
-Penny, widzę, że znowu wróciłaś do skrobania? - Z zamyślenia wyrwał mnie wiecznie drwiący ton Lucjusza.
-Taak, dawno tego nie robiłam - odpowiedziałam z uśmiechem.
-Noo, chyba będę kiedyś musiał dorwać ten twój notatnik. I poczytać, co tam o mnie wypisujesz... Pewnie same komplementy, jak się domyślam.
Jak on mnie czasem wkurza tym swoim narcyzmem! Czasem nie idzie z nim wytrzymać. Ogólnie go lubię, ale jest tak zapatrzony w siebie, że czasem mam ochotę przywołać go do porządku. Ale nie mogę, bo jakby nie patrzeć w naszej grupie on był wyżej niż ja. Bo on był czystej krwi.
-Chyba śnisz! - odpowiedziałam ze spokojem i wróciłam do pisania.
Dobrze, że mam przynajmniej Narcyzę. Jest mi bliższa niż siostra, ale nie widziałam jej przez całe wakacje. Nie może się przyznać w domu, że zadaje się ze "szlamą", więc nie mogła nawet do mnie napisać przez całe wakacje. To przykre.
Podczas pisania ostatniego słowa nagle ktoś wyrwał mi pamiętnik.
-"...mam dość wiecznie-wyszczerzonej-panny-lily-evans, która gwiazduje, jakby była niewiadomo kim. No no, ładnie to wypisywać takie rzeczy o siostrze? - usłyszałam pełen pogardy głos Lucjusza.
-LUCJUSZU!! ODDAJ TO!
Ale on nie zamierzał mnie posłuchać. Wręcz przeciwnie - wciąż czytał mój pamiętnik, patrząc na mnie drwiąco. W pokoju wspólnym zrobiło się cicho, wszyscy z mniejszym lub większym zainteresowaniem śledzili poczynania Lucjusza.
-...Ale ona też się mnie czepia i to bez powodu. Ma do mnie pretensje...
Nagle Malfoy zamilkł.
Oho - pomyślałam - chyba doszedł do fragmentu o sobie.
Miałam rację. Lucjusz poczerwieniał, rzucił mój pamiętnik w kąt i z mordem w oczach zaczął się do mnie zbliżać:
-Ty mała podła intrygantko!! Jak śmiesz głupia szlamo nazywać mnie narcyzem?! Zaraz pożałujesz, że się w ogóle urodziłaś!!!!!
Po raz pierwszy zaczęłam się go bać. Owszem, widziałam, jak używał przemocy wobec innych, ale nigdy wobec mnie. Ja byłam "swoja" - nietykalna.
Podświadomie zrobiłam krok w tył, a on ruszył na mnie z podniesioną ręką.
Wszyscy w pokoju wspólnym zamarli. Reszta domu bała się Malfoya, ale wiedziała, że nigdy nie zrobi nic nikomu ze swojej paczki. Co prawda ja nie należałam oficjalnie do "czyścicieli krwi", ale od pierwszej klasy spędzałam z nimi czas wolny. A teraz on ruszył na mnie niczym rozjuszony byk!
"Czyściciele" i Narcyza (która również tam nie należała, bo brzydziła ją nietolerancją, z którą stykała się od dziecka) patrzyli na to z rozbawieniem, a jednocześnie z niedowierzaniem.
Nagle poczułam chłód za plecami.
-O nie! - pomyślałam ze zgrozą. - To już koniec.
Za moimi plecami znajdował się kominek, nie miałam więc już jak uciec.
Kiedy znalazłam się już twarzą w twarz z Lucjuszem, do wszystkich obecnych dotarło już, że Malfoy nie żartuje. Cisza była tak gęsta, że można ją było ciąć nożem. Jakaś dziewczyna z pierwszej klasy pisnęła. Malfoy zacisnął rękę na moim ramieniu, aż pisnęłam. Jego paznokcie boleśnie wpijały mi się w skórę. On jednak tylko zacieśniał chwyt...
-Przeproś, to może nie będzie tak bolało....
-LUCJUSZU!!! NATYCHMIAST PRZESTAŃ!
Na moje szczęście do pokoju wspólnego weszła właśnie Bellatrix, która miała szlaban u McGonnagal.
-CO TY DO CHOLERY WYPRAWIASZ?! - zapytała ze złością Bella. Tylko ona umiała zapanować na Lucjuszem. Może dlatego, że była najstarsza. To był jej ostatni rok w Hogwarcie, czekały ją owutemy. Aż bałam się pomyśleć, co będzie, jak Bellatrix odejdzie ze szkoły.... brrr...
-Ta mała szlama napisała o mnie, że jestem zarozumiały i narcyzowaty.
-I miała rację - powiedziała ze złością Bella i wyjęła różdżkę - a teraz ją puść, bo rzucę na ciebie urok.
Lucjusz popatrzył na mnie z nienawiścią, a później ze zdziwieniem na Bellatrix. Jednak wciąż mnie nie puszczał.
-Puść ją. TERAZ!! - powiedziała Bellatrix, tym razem wolno i wyraźnie, akcentując każdą literę i wycelowała różdżkę w Lucjusza.
-Nie odważysz się - powiedział i roześmiał się bezczelnie.
-Sam tego chciałeś. EXPELIARMUS!!
Lucjusz poszybował w górę i z impetem walnął o ścianę. Bellatrix, udając, że nic nie widzi, podeszła do mnie i spytała z troską:
-Nic ci się nie stało, Penny? Nie przejmuj się tym wariatem. Czasem mu odbija. Szkoda tylko, że nikt inny ci nie pomógł, gdyby nie ja, to pewnie by cię tu zabił, a nikt by nic nie zrobił -popatrzyła z wyrzutem na Narcyzę. - No, ale skoro nic ci nie jest, to przepraszam, bo chyba mam sobie z kimś do pogadania - uśmiechnęła się pogodnie, po czym ruszyła z furią w stronę Lucjusza.
Kiedy emocje upadły, poczułam się tak wyzuta z energii, że bezwiednie opadłam na kanapę, obok Narcyzy.
-Proszę - powiedziała i podała mi mój pamiętnik. - I przepraszam, że ci nie pomogłam, ale znam go tyle lat i nie wiedziałam, że jest do tego zdolny. Wybacz.
-W porządku - odpowiedziałam. - Sama też tego nie wiedziałam - po czym z uśmiechem rzuciłam w Narcyzę poduszką. Kątem oka zauważyłam, jak Bellatrix ciągnie za sobą Lucjusza do dormitorium. Na jej twarzy malowała się furia. Nie chciałabym być teraz w jego skórze.
Po chwili jednak zapomniałam o wszystkim, ponieważ Narcyza odrzuciła poduszkę i trafiła mnie prosto w twarz. Nie mogłam tego puścić płazem - zdzieliłam ją po głowie, a nasza z początku niewinna walka zamieniłaby się w prawdziwą bitwę, gdyby nie uporczywe stukanie w okno.
Za szybą unosiła się mała płomykówka, usiłując utrzymać się na poziomie i nie dać się znieść wiatrowi. Narcyza wstała i wpuściła ją, a sówka upuściła list na moje kolana. Rzadko kiedy ktoś mi wysyłał listy. Rodzicie nie umieli, a Lily tylko wtedy, jak naprawdę chciała się spotkać i używała do tego swojego pięknego brązowego Puchacza - Polisa. Więc od kogo był ten list?
Drżącymi rękami otworzyłam kopertę (uwielbiam niespodzianki) a moim (i zaglądającej mi przez ramię Narcyzy) oczom ukazał się krótki tekst pisany nieznanym mi charakterem pisma. Zastanawiając się, kto to mógł napisać, usłyszałam za sobą śmiech Narcyzy:
-No, no, no... Penny - masz wielbiciela - i ponownie zaczęła się śmiać.
Zaskoczona spojrzałam na list:

Penny
Spotkajmy się za 20 minut na czwartym piętrze pod
portretem Raveny Rawenclaw.
Proszę ,przyjdź - to dla mnie bardzo ważne.


Twój XX

-Pójdziesz? - popatrzyła na mnie badawczo Narcyza.
-Nie wiem, może - naprawdę nie wiedziałam.
-Myślę, że powinnaś - odpowiedziała z powagą Narcyza. - Od Gordona minęło już sporo czasu.
-Ale masz porównania... I co z tego? Ale może rzeczywiście powinnam?
-No to leć!! Zostało ci jeszcze 15 minut i do tego czas na dojście!
Więc pobiegłam. Nie wiedziałam do kogo idę, ale przecież nie mogę brzydko wyglądać! Chciałabym, żeby był to ten przystojny, długowłosy kuzyn Narcyzy... ale on gardził "Czyścicielami krwi" i w ogóle wszystkimi Ślizgonami, w tym mną. Więc to nie mógł być on. Więc kto?
Idąc do dormitorium, na schodach spotkałam Lucjusza.
-Jeszcze się policzymy - syknął ze złością. Nic więcej nie mógł powiedzieć, ponieważ za nim szła Bellatrix z miną zdenerwowanej, nadopiekuńczej matki.
Po chwili, wyszykowana jak Filch na dzień nauczyciela, szłam korytarzem na czwarte piętro. W słabym świetle świecy ujrzałam półdługie, poczochrane włosy.
Spodziewałam się wielu osób, ale napewno nie jego. Chciałam coś powiedzieć, ale on mnie ubiegł:
-Penny, ja wiem, że ten list i to wszystko, że to może wydawać ci się dziwne, ale ja już od dawna chciałem ci to powiedzieć, ale jakoś nie miałem odwagi. Jestem w tobie zakochany od dawna. Do szaleństwa!
To, co mówił, wydawało mi się takie... chaotyczne? Tak, to dobre słowo. Nie znaliśmy się przecież dobrze. A on nagle wyskakuje jak pani Norris zza zakrętu i mówi mi że mnie kocha. Ale zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć on.... On mnie POCAŁOWAŁ!! I to wbrew mojej woli. I poznałam powód jego nagłej odwagi. Ognista Whisky, i to całkiem sporo.
Ale muszę przyznać - całował nieźle - przynajmniej lepiej niż Gordon.
Po chwili oderwał się ode mnie, i jakby zaskoczony, że nie przerwałam pocałunku, zapytał:
-Czy... czy zostaniesz moją dziewczyną?
komentarze [55]

Rozdział 3-Ceremonię przydziału czas zacząć! >> niedziela, 25 marca 2007 22:30:11
Dziękuję wam za wszystkie komentarze i dodania do ulubionych.
I przepraszam was za spamy, którymi reklamowałam drugiego bloga (www.isabelle.mylog.pl). Od razu powiem, że uznaję reklamy tylko u tych, u których czytam i liczę na to samo. I nie wyznaje zasady fav za fav.
A teraz:

Notkę dedykuję:
-Mojej kochanej Alusi, która pisze wspaniałe opowiadania i nie lubi jogi, za to że jest, pięknie śpiewa i wspaniale pisze (znienawidzona-milosc-hermi, melania-i-syriusz, back-to-the-sea-ayumi)
-Moim kochanym dziewczynkom Darii i Dobrosi, za to że są :* Mimo że nie piszą :)
-Autorce trzech wspaniałych opowiadań(hp-zakochany, liz-malfoy, dorosla-hermi) za piękne opowiadania i miłe komentarze od samego początku
-I wszystkim innym czytającym moje wypociny :*

Powiadomię was jutro - bo już mnie dzisiaj wyganiają :)
...............................................................................................
W przedziale zapadła krępująca cisza. Milczenie przerwała Narcyza:
-ODCZEPCIE SIĘ OD NAS!!! Penny jest bardzo fajna. I nigdzie z tobą nie idę!! Zostawcie nas!! - Teraz już nie była tak opanowana jak na początku, bardziej niż 11-letnią dziewczynę przypominała 3-letnie dziecko, które za wszelką cenę chce wywalczyć lizaka.
-Jak chcesz - powiedziała krótko czarnowłosa dziewczyna. - Ojciec by się ciebie wstydził. Lucjuszu, idziemy - pociągnęła chłopaka za sobą i wyszli trzaskając drzwiami.
Narcyza opadła na siedzenie. W oczach miała łzy....
Nie wiedziałam, co mam powiedzieć, w ogóle nie wiedziałam o co była ta cała awantura i kim byli tamci ludzie. Po jakimś czasie Narcyza sama się odezwała:
-Ja, ja nie jestem taka jak oni - wychlipała. - Dla nich liczy się tylko czysta krew i pochodzenie... Nie to, jakim jest się człowiekiem. Największym honorem jest bycie w Slytherinie... Andromeda była ukochaną córeczką tatusia, teraz to zdrajczyni krwi - jest w Gryfindorze, mimo że to nie od niej zależało.... - Narcyza przerwała, widząc moją minę. Nie byłam zbyt mądra, nic nie rozumiałam...
-Widzę, że nie za bardzo rozumiesz, o czym mówię - powiedziała i uśmiechnęła się. - Więc pytaj, to ci wszystko wyjaśnię.
-Hmmm - zaczęłam niepewnie. - Najpierw powiedz mi, kim byli ci ludzie i o co im chodziło?
Zauważyłam, że jest to drażliwy temat - twarz Narcyzy znowu spochmurniała.
-No więc - zaczęła cicho- ta dziewczyna to była moja najstarsza siostra - Bellatrix, a ten chłopak to Lucjusz, syn przyjaciela rodziny, jest w naszym wieku.
Trochę zdziwiło mnie stwierdzenie, że ojciec by się jej wstydził... Żeby siostra mówiła tak do siostry? Nie wyobrażam sobie, żeby Lily mi coś takiego powiedziała. Fakt, są między nami spore różnice, ale mimo to jest między nami jakaś siostrzana miłość. Między Bellatrix a Narcyzą nie było tego wcale widać.
-No dobrze, na razie rozumiem, ale o co chodzi z czystością krwi? Dlaczego miałabyś ubrudzić się szlamem przebywając ze mną?
-Wiesz... w starych czarodziejskich rodach uważa się, że czarodzieje z mugolskich rodzin są...
-Z czego? - zapytałam zdumiona.
-Och, Penny... ty naprawdę nie wiesz takich podstawowych rzeczy? - była wstrząśnięta moją niewiedzą. - Czarodzieje z rodzin niemagicznych... nie mają czystej, czarodziejskiej krwi -tylko brudną, szlamowatą - nazywamy ich szlamami.
-Ach, więc widzę że przeszkadza ci jednak moje towarzystwo? - wstałam i skierowałam się w stronę wyjścia.
-Nie, Penny ja cię naprawdę polubiłam, nie moja wina, że jestem z wielkiego, szlachetnego rodu Blacków... ciągłe zakazy i nakazy, lekcje etykiety, historii rodu, nawet nie wiesz, jakie to męczące. Zostań. Proszę...
W jej tonie było coś, co sprawiło, że jednak zostałam. Przez resztę podróży Narcyza tłumaczyła mi wiele rzeczy, między innymi co to są cztery domy i takie tam inne.
Kilkanaście minut przed zatrzymaniem się na stacji wróciłam do przedziału, w który siedziała Lily, by się przebrać. Moja siostra nawet nie zauważyła mojego wejścia. Teraz, oprócz Amelii, Andromedy (która, jak się dowiedziałam, była siostrą Narcyzy i wcale nie przypominała Bellatrix) i Petera, siedziało tam jeszcze kilka innych osób. Przedział tętnił życiem. Dopiero, kiedy przyszedł konduktor i powiedział, że za 10 minut będziemy w Hogwarcie i cale towarzystwo wyszło, Lily zauważyła, że jestem.
-Gdzie... - zaczęła, ale umilkła widząc moją minę.
Nie wracając do tematu mojej nieobecności zaczęła wesoło trajkotać o tym, że już nie może się doczekać i w ogóle, że Andromeda opowiedziała jej jak to wszystko wygląda i że Peter jest taki miły... Jej wesołą paplaninę, na szczęcie dla mnie, przerwało zatrzymanie się pociągu.
-Pirszoroczni! PIRSZOROCZNI, DO MNIE! - wrzeszczał wielki, owłosiony facet.
-Co za prostak, aż dziwne, że go tu jeszcze trzymają - usłyszałam. Odwróciłam głowę, ale nie dojrzałam autora słow, ponieważ morze nierozgarniętych pierwszoroczniaków porwało mnie ze sobą.
Hagrid, bo tak nazywał się olbrzym, wpakował (dosłownie) nas do łódek, po czym przeprawiliśmy się przez jezioro. Zdawało mi się, że widziałam jakieś macki wystające z jeziora, ale pewnie mi się zdawało. Na jednej łódce razem ze mną płynęła Lily, Amelia i jakiś chłopak w półdługich, czarnych włosach - trzeba przyznać, że był całkiem przystojny.
W zamku "przejęła" nas starsza, surowo wyglądająca kobieta. Zamek wyglądał pięknie, fakt, ale byłam zbyt oszołomiona, żeby móc go podziwiać.
Zżerały mnie nerwy, czekałam już tylko na Ceremonię Przydziału. Profesor McGonnagal, bo tak się nazywała ta kobieta, ustawiła nas w rządku. Stałam za Lily, gdzieś na początku dojrzałam jasne włosy Narcyzy.
W końcu wprowadzono nas do jakiejś wielkiej sali. Na dodatek bez dachu!!
W środku było dokładnie widać gwiazdy i chmury. Pomyślałam, że te całe czary to może nie jest jednak taka fajna sprawa, skoro nie są w stanie nawet sobie porządnego dachu zrobić. Moje rozmyślania przerwał donośny głos,który oznajmił:
-Ceremonię Przydziału czas zacząć!!
Na środku stał stołek, a na nim stary kapelusz. Obok stała McGonnagal, która trzymała listę z nazwiskami.
Kapelusz najpierw coś odśpiewał, ogłaszając wszem i wobec, że jest tiarą i tego typu inne bzdury. Zaczynało mnie to nudzić. Kiedy kapelusz skończył śpiewać, profesor McGonnagal zaczęła odczytywać nazwiska. Poczułam jak Lily łapie mnie za rękę.
-Aborty Theresa!
Mała, przestraszona dziewczynka podeszła do stołka i założyła tiarę na głowę. Przez pełną napięcia chwilę na sali panowała cisza, po czym tiara wrzasnęła:
-Ravenclaw!
Przy jednym ze stołów wybuchły owacje.
-Black Narcyza!
Znów zapadła cisza, ale nie jak przy Theresie Aborty. Teraz ciszę przerywały szepty, widać było zamieszanie przy stole Slytherinu. Widziałam niespokojną Bellatrix, i równie zdenerwowanego Lucjusza. Zobaczyłam, jak Narcyza podchodzi do stołka i wkłada Tiarę Przydziału.
Teraz jednak oczekiwanie było dłuższe. W końcu jednak Tiara wrzasnęła:
-Slytherin!
Znów owacje - tym razem przy innym stole.
-Black Syriusz! - ze zdziwieniem zauważyłam tego przystojnego chłopaka w półdługich włosach. Z uśmiechem na ustach podszedł to stołka, założył Tiarę, która ogłosiła że trafia do Gryffindoru. Wcześniej zastanawiałam, się czy to może być jakaś rodzina Narcyzy i Bellatrix, ale obserwując jego lekki krok i piękny uśmiech doszłam do wniosku, że to tylko zbieżność nazwisk.
Później przyszedł czas na Chloe Amandę, Deventa Patricka, aż w końcu...
-Evans Lilyanne!
Poczułam, że Lily mnie puszcza i obserwowałam, jak chwiejnym krokiem podchodzi do Tiary. Usiadała, a po pełnej niepokoju chwili usłyszałam:
-Gryffindor!
Nie dane było mi zastanawiać się nad przydziałem mojej siostry, ponieważ po chwili usłyszałam:
-Evans Petunia!
A więc jednak. W końcu nadeszła ta chwila. Wciągnęłam powietrze i nałożyłam tiarę na głowę. Po chwili usłyszałam głos, jakby w swojej głowie.
-Taak, silny charakter, niestety niepewny siebie. Odważna, a jednocześnie tchórzliwa... prawa, ale pełna wątpliwości... dwie skrajności... szlachetne serce, ale cóż widzę - skłonności do czarnej magii....
Zacisnęłam ręce na krawędzi stołka...
-SLYTHERIN!!
komentarze [25]

Rozdział 2-1 września... >> poniedziałek, 5 marca 2007 18:53:32
No, mam nadzieję, że się spodoba. Podzieliłam ją na 2 części, żeby was nie męczyć. Koniec wprowadzania. Teraz na poważnie zajmę się tajemnicą pamiętnika Penny Evans...
Notkę dedykuję autorce bloga www.liz-malfoy.mylog.pl - za miłe słowa od początku twórczości i za wspaniałe opowiadanie.
No, to tyle. Zapraszam na notkę.
..................................................................................................
Szedł długim, ciemnym korytarzem. Było ciemno, nie wiedział, jak długo szedł, bolały go nogi, marzył, żeby usiąść, chociaż na moment. Nagle stanął przed rozwidleniem. Nie wiedział w którą stronę iść. Intuicja podpowiadała mu lewy korytarz. Postanowił jej posłuchać i skręcił w lewo. Nagle usłyszał za sobą kroki. Odwrócił się, ale nikogo nie dojrzał. Poczuł strach.... Przed nim jakby z nikąd pojawiła się mała dziewczynka w czarnej hogwardzkiej szacie.
Miała blond włosy zaplecione w śmieszne warkoczyki. Podszedł do niej,
chciał się dowiedzieć gdzie są, co robią? Ale kiedy otworzył usta, by coś powiedzieć, dziewczynka zniknęła. W miejscu, gdzie stała, zobaczył oprawiony w czarną skórę notatnik z wężem na okładce. Podniósł go i otworzył. Wtedy buchnęło oślepiające, zielone światło. Usłyszał krzyk....
~~*~~
-Harry!!! HARRY!!!!!!!!! WSTAWAJ!!!!!!!!!!!!!
Harry Potter obudził się zlany potem...
Uff, to tylko sen - pomyślał z ulgą.
-HARRYY!!!!!!!!!!!!!!! JAK SIĘ NIE POSPIESZYSZ, TO SIĘ SPÓŹNIMY!!
-Już idę, już!! - No tak. 1 września. Dziś do szkoły...
Podniósł się. Dotknął blizny - bolała go. Ostatnio miał spokój, jakby Voldemort się na coś szykował pozorując spokój.
Ubrał się i zszedł na dół. W kuchni czekało na niego wystawne śniadanie - takie, jakiego nigdy nie jadł w tym domu.
Widocznie bardzo się cieszą, że ich opuszczam - pomyślał Potter. Dursleyowie mieli odwieźć go na dworzec i pożegnać się z nim. Najpewniej po raz ostatni. Po śniadaniu poszedł do góry, ostatni raz obejrzał pokój, wziął bagaże i nieoglądając się więcej wsiadł do auta. Już mieli wyjeżdżać, kiedy Harry sobie o czymś przypomniał....
-Wuju!! Zatrzymaj się!! Proszę!! Zapomniałem czegoś bardzo ważnego!!
Vernon zaklął pod nosem, ale posłusznie się zatrzymał. Nic nie zepsuje mu tego pięknego dnia. Nic i nikt.
Młody czarodziej pognał do góry, jakby go ktoś gonił.
-Ty idioto, kretynie skończony!! - przeklinał się w duchu. - Notatnik, jak mogłeś go zapomnieć!!
Notatnik leżał na stoliku nocnym , tak, jak go wczoraj zostawił. Złapał go szybko i wrócił do samochodu. Kiedy z powrotem zajął swoje miejsce, ciotka Petunia przyglądała mu się dziwnie, ale nic nie powiedziała. Harry i tak by jej nie słuchał. Teraz myślał tylko o tym zeszycie. Czekał, aż w końcu zacznie go czytać. Ale od upragnionego momentu dzieliło go jeszcze pożegnanie z wujostwem.
-(...) I mam szczerą nadzieję, że się więcej nie spotkamy - zakończył swój długi pożegnalny monolog wuj Vernon.
-Ja również - powiedział Harry i już miał przejść przez barierkę, kiedy coś go zatrzymało.
~~*~~
Petunia Dursley nie lubiła okazywać uczuć. Wolała udawać zimną i niedostępną. Tak było bezpieczniej, nikt nie mógł jej zranić. A ona bała się zranienia. Ponownego zranienia. Stał przed nią 17-letni chłopiec. Widziała go prawdopodobnie ostatni raz w życiu. Nie chciała go oglądać. Nienawidziła go, podobnie jak jego rodziców. Zawsze uśmiechniętej Lily i jego... Tego, tego, nienawidziła ich. Ale teraz, gdy uświadomiła sobie powagę sytuacji, zrobiła coś, czego nie spodziewał się nikt z obecnych. Podeszła do Harry`ego, pocałowała go w czoło i szepnęła "Uważaj na siebie", po czym odwróciła się na pięcie i wróciła do samochodu. Czuła, że na zawsze straciła cząstkę siebie.
~~*~~
Harry już miał przejść przez barierkę, kiedy ciotka Petunia podeszła, pocałowała go w czoło i szepnęła:
-Uważaj na siebie.
Nigdy nie spodziewał się czegoś takiego. Stał osłupiały, kiedy nagle przypomniał sobie o notatniku. Przyciągał go jak magnes. Pomachał Dursleyom na pożegnanie i przekroczył barierkę, by po raz ostatni wrócić do Hogwartu jako uczeń. Na peronie 9 i 3/4 nie szukał przyjaciół, nie rozglądał się. Wpadł do pociągu jak burza, znalazł jakiś wolny przedział i zrobił to, o czym marzył, odkąd znalazł pamiętnik. Otworzył go i pogrążył się w lekturze.
~~*~~
"1 września. Znienawidzony dzień wszystkich uczniów. Ale ten dzień jest niezwykły. Nie idę do Eton, chociaż miałam tam opłacone miejsce. Idę do Szkoły Magii i Carodziejstwa Hogwart. Będę czarownicą!! Ale nie jadę sama. Jadę razem z młodszą siostrą. Nie chciałam jechać z Lily, ale obie dostałyśmy listy. Nie wiem, jak to jest liczone, ale rocznikowo mamy tyle samo lat. Tyle, że ja jestem ze stycznia, a Lily z grudnia. Powinna być z lutego, ale jest wcześniakiem. Niestety. Nie chciałam iść do nowej szkoły razem z Lily. Ona zawsze jest gwiazdą. Ona błyszczy, ja jestem tylko marnym dodatkiem do sławnej siostry. Od godziny jesteśmy w Expresie Hogwart, a ona już znalazła sobie znajomych. Rozmawia z jakimiś dziewczynami, Amelią i Andromedą. Jest tam jeszcze jakiś chłopiec, zdaje się że Peter.
-Penny! A ty znowu skrobiesz coś w tym zeszycie?! Chodź do nas!! - krzyknęła Lily i roześmiała się perliście.
-Nie, dzięki - nienawidzę, kiedy się tak śmieje. Wszyscy siedzą jak zaczarowani, czekając na jej ruch. - Pójdę się przejść.
-Jak chcesz - powiedziała i wróciła do swoich nowych znajomych, jakbyśmy nigdy nie rozmawiały.
To nie jest tak, że ja nie lubię mojej siostry. Kocham ją. Naprawdę. Ale nie znoszę, gdy zachowuje się jak gwiazda. I wcale nie jestem zazdrosna.
Szłam pogrążona w myślach i nie zauważyłam drobnej dziewczynki o blond włosach. Miała takie piękne, stalowe oczy.
-O, przepraszam - powiedziałam.
-Nic się nie stało - uśmiechnęła się do mnie. - Też pierwszy raz?
Nieśmiało skinęłam głową.
-A tak w ogóle, Narcyza jestem. Narcyza Black.
-A ja Petunia Evans. Dla przyjaciół Penny.
-Aha. Więc witaj, Penny. Chodź, poszukamy jakiegoś wolnego przedziału.
Bezpośredniość Narcyzy sprawiła, że poczułam się raźniej. Usiadłyśmy razem w jakimś przedziale i rozmawiałyśmy.
-Boisz się? - spytała.
-Tak...
-A ja nie - odpowiedziała wesoło. - Moje dwie siostry, Bellatrix i Andromeda są już w Hogwarcie. Bella jest w Slytherinie, a Ann w Gryffindorze.
-A co to jest?
Zapadła krępująca cisza....
-Ty... ty nie jesteś czystej krwi, prawda? - zapytała Narcyza, ale już bez uśmiechu.
Pokręciłam głową. Przez chwilę siedziałyśmy w ciszy, a ja zastanawiałam się, co znaczy wyrażenie "czystej krwi"... a można być brudnej krwi?
Niezręczne milczenie przerwało wejście czarnowłosej dziewczyny i blondwłosego chłopaka mniej więcej w naszym wieku.
-NARCYZA - krzyknęła dziewczyna. - Co ty sobie wyobrażasz włócząc się z takim towarzystwem?
-Uważaj, bo ubrudzisz się szlamem.... Lepiej chodź z nami - szyderczo zaśmiał się chłopak.
-On ma rację. Idziesz z nami!
komentarze [28]

Rozdział 1-Wiele pytań-żadnych odpowiedzi >> sobota, 17 lutego 2007 01:34:20
Pamiętnik Petunii "Penny" Evans.... Harry czytał te słowa w kółko i wciąż nie mógł otrząsnąć się z szoku. Do jego głowy napływało tysiąc myśli na minutę.
Ciotka Petunia czarownicą? Przecież to niemożliwe... Zawsze była nastawiona negatywnie do czarodziejów, nie chciała, żebym poszedł do Hogwartu, wyklinała na moich rodziców... I ona jest czarownicą?? Przecież to zupełnie bez sensu..... - Pełno pytań, żadnych odpowiedzi. Minuty mijały powoli, ale Potter nie zauważył upływu czasu. Siedział jak otępiały i zastanawiał się nad tym, co przeczytał.
Z rozmyślań wyrwał go głos dochodzący z dołu:
-Harry!!!!!! Co ty tam tak długo robisz?!
Brak reakcji.
-HARRY!!!!!!! Nie widzisz kufra? Stoi przy samych drzwiach!!!!! - ciotka Petunia nie dawała za wygraną.
Przy drzwiach? - pomyślał chłopak. - Jak to przy drzwiach? Przecież ten stał na regale...
-HARRY!!!!! Skoro nie widzisz, to przyjdę i ci pokażę!!
-Nie ciociu, już znalazłem. Nie musisz przychodzić!!
-Boże, co za bachor.... ZA 5 MINUT MASZ BYĆ NA DOLE!!
-Oczywiście, zaraz będę.
Harry podniósł się z podłogi i wyjrzał zza regału. Rzeczywiście, niedaleko drzwi stał duży kufer.
-Dziwne - pomyślał chłopak. - Przecież ten kufer jest za duży i stał zbyt blisko drzwi, żebym go nie zauważył. Może miałem znaleźć ten kufer na regale? Ale skoro ciotce chodziło o kufer przy drzwiach, to tego w ogóle nie powinienem był znaleźć!
Potter szybko podbiegł do kufra z szatami szkolnymi, zamknął wieko i ostatkiem sił wepchnął go na górną półkę. W ostatniej chwili. Otrzepując ręce z kurzu usłyszał odgłos otwieranych drzwi.
-No to po mnie - pomyślał. - Jeśli ciotka lub wuj nakryją mnie z samego tyłu strychu, od razu domyślą się, że znalazłem nie ten kufer.
Ale na szczęście dla Harry`ego to nie była ciotka Petunia ani nawet wuj Vernon.
To był Dudley.
-Idioto, mama kazała Ci być na dole 10 minut temu! Co ty tu jeszcze robisz?!
-Ja....eee...tego..no...wiesz, ten kufer jest...ee, za ciężki - Harry plątał się w "zeznaniach", ale na szczęście Dudley nie był zbyt inteligentny...
-Iiiii??
-I..tego..noo, szukałem czegoś, co pomogłoby mi go znieść, wiesz, jakiejś liny, żeby zrobić dodatkowy uchwyt albo coś.... (Boże, co za kretynizm - jeśli on w to uwierzy, to jest chyba jeszcze głupszy niż myślałem)
-No dobra. Pomogę ci go zanieść na dół. I następnym razem też mnie wołaj, a nie grzeb w nie swoich rzeczach w nie swoim domu. A zresztą - i tak nie będzie następnego razu...
Mimo że Harry odetchnął z ulgą, kiedy jego kuzyn uwierzył w to beznadziejne kłamstwo, to chęć pomocy zwaliła go z nóg. Dudley Dursley proponujący pomoc swojemu kuzynowi? Nieprawdopodobne! Widocznie cała rodzina tak się cieszyła z tego, że Harry na zawsze opuści ich dom, że postanowili być dla niego mili w ten ostatni dzień. Czemu? Może żeby ich dobrze zapamiętał? Nikt nie zrozumie mugoli...
Dudley szedł już w stronę drzwi, kiedy jego wzrok padł na rzucony niedbale zeszyt oprawiony w czarną skórę....
-Co to jest? - zapytał.
-To? To jest...ee, mój zeszyt ze szkoły - opowiedział Harry, mając nadzieję, że słysząc sformułowanie "ze szkoły" odbierze Dudleyowi ochotę na przejrzenie go. Niestety, przeliczył się. Zanim zdążył schylić się, by go podnieść, jego kuzyn już wertował notatnik.
-No to po mnie - pomyślał Harry.
-Po co przyniosłeś na strych pusty zeszyt?
-Pusty? - Harry popatrzył kuzynowi przez ramię - rzeczywiście notatnik był pusty.
-Tak, pusty. Po co go tu przyniosłeś?
-To moj...eeee...pamiętnik, zawsze noszę go przy sobie, widocznie wypadł mi z kieszeni...
-Pusty?
-Tak..eee, jeszcze nie zacząłem w nim pisać...
-Wiesz, Harry, jesteś głupszy niż myślałem. Dobra, zabieraj go i idziemy, nie chcę tu spędzić całego dnia - powiedział Dudley, po czym podszedł do kufra przy drzwiach, zwyczajnie wziął go na ręce, jakby nic nie ważył i wyszedł. Chcąc nie chcąc, młody czarodziej podreptał za nim...
Ja głupi nie jestem, ale moje kłamstwa tak - opuściłem się ostatnio - pomyślał, i żeby uniknąć dalszych bezsensownych tłumaczeń, schował czarny zeszyt do kieszeni spodni, po czym zamknął strych i odniósł klucz ciotce.
W pokoju musiał skończyć pakowanie, więc nie miał czasu myśleć o pamiętniku. Dopiero kiedy położył się spać - po raz ostatni w łóżku w domu Dursleyów - miał czas, żeby się nad nim zastanowić, kto go pisał, kiedy i dlaczego, kiedy miał go w rękach Dudley, był pusty... Ale zmęczenie zrobiło swoje i z głową pełną pytań Harry odpłynął w krainę snu...
.................................................................................................
Wiem, że nie tego oczekiwaliście, ale ta notka musi być, żeby Harry wyszedł ze strychu i miał później czas poczytać pamiętnik. Następna notka pewnie ukaże się już niedługo i wtedy na pewno pojawi się fragment wspomnień autorki, z którego będzie można się czegoś o niej dowiedzieć. Zapraszam do komentowania!!
komentarze [11]

Prolog >> czwartek, 8 lutego 2007 18:03:31
-No, nareszcie skończyłem - pomyślał Harry Potter, zatrzaskując wieko kufra. Rozejrzał się po pokoju - spędził tu tyle samotnych dni, kiedy próbował dorwać list z Hogwartu, kiedy czekał na listy od przyjaciół, które przechwytywał Zgredek, kiedy Dursleyowie uwięzili go tu, żeby nie wrócił do szkoły na 2 rok i kiedy pełen wątpliwości czekał na Dumbledora po śmierci Syriusza, tyle dni, tyle emocji, to było jego miejsce na ziemi - może nie wymarzone, ale zawsze własne. Miał gdzie przechowywać rzeczy, gdzie spędzać czas nie wchodząc w drogę wujostwu i kuzynowi. A teraz miał je opuścić. Harry był już pełnoletni, a Dumbledore ustalił z Dursleyami, że chłopak będzie mógł zostać w ich domu na ostatnie wakacje ,a po skończeniu szkoły poszuka sobie własnego mieszkania. Więc teraz musiał spakować i zabrać do Hogwartu cały swój dobytek, wszystkie rzeczy, które posiadał i na zawsze opuścić dom Petunii i Vernona Dursleyów.
Rozmyślania Pottera przerwało pukanie do drzwi:
-Chłopcze!! Spakowałeś się już?? - usłyszał głos wuja Vernona.
-Tak wuju, już skończyłem - odpowiedział.
-Skończyłeś?? - Pan Dursley wszedł do pokoju. - SKOŃCZYŁEŚ?!?! A TO? - Mężczyzna wskazał palcem na stertę rzeczy leżących za łóżkiem.
-A, to?........ Eeee....ten...tego...no, znaczy...yyyy, zapomniałem.
-ZAPOMNIAŁEŚ?! Co za dzieciak!! Więc pakuj to szybko zanim stracę cierpliwość! - Twarz Vernona zaczęła purpurowieć
-Widzisz, wuju... ja nie mam w co się spakować...
-Więc poskładaj szybko te ubrania, a ja porozmawiam z Petunią czy jest coś, w co możesz się spakować.
Zdecydowanie dobrze to przyjął - pomyślał Harry. - Pewnie cieszy się, że niedługo się mnie pozbędzie i to tym razem na zawsze.
Chłopak pochylił się na stertą rzeczy. Były tam szaty z godłem Gryffindoru, szaty do Quiddicha, szata wyjściowa z balu bożonarodzeniowego, tiara, kilka par dżinsów, obrzydliwe musztardowe skarpetki, w który zawinięty był wiecznie piszczący fałszoskop, "Potworna Księga Potworów" spięta grubym skórzanym paskiem, kilka ksiąg z zaklęciami itp. itd.
-Hmmm - pomyślał Harry. - Skoro tyle rzeczy jest tu, to ciekawe co jest w kufrze.
Nie musiał się nad tym zastanawiać. Tam była reszta jego ksiąg, mugolskie ubrania, zestaw do szachów, do gargulków, album ze zdjęciami rodziców, który dostał od Hagrida w pierwszej klasie, Mapa Huncwotów, peleryna niewidka - wszystko, co przez ostatnie kilka godzin przywoływało wciąż żywe wspomnienia. Tyle się tego nazbierało przez te wszystkie lata. Kiedyś wystarczyło jedno przejście z komórki pod schodami do sypialni, żeby przenieść wszystkiego jego rzeczy, a teraz jeden wielki kufer to było za mało. Tyle się tego nazbierało przez sześć lat. Już sześć lat minęło, odkąd dowiedział się, że jest czarodziejem. Chłopak westchnął i zaczął składać swoje rzeczy...
-Harry!!!! HARRY!!!!! HARRRRRRRRRRRYYYYYYYY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! - usłyszał wrzask ciotki Petunii.
-Tak ciociu, już idę!
-Co za dzieciak - szybciej!!
-Już jestem.
-W końcu! Masz tu klucz na strych, tam powinieneś znaleźć kufer, w który możesz się spakować.
-Kufer? - zdziwił się Harry. - Myślałem, że mugole pakują się do walizek?
-Chłopcze, to, że zamierzasz się stąd wyprowadzić, nie znaczy, że przestały cię obowiązywać zasady panujące w tym domu!! NIE ZADAWAJ PYTAŃ!! Zrozumiałeś?!
-Tak.
-Słucham?
-Tak, ciociu, zrozumiałem.
-No. A teraz idź na strych po kufer. Tu masz klucz - powiedziała Petunia i odeszła.
-Boże, nawet Voldemort może mnie dopaść, byle szybciej mógłbym się stąd wyprowadzić.
Mrucząc pod nosem, Potter dotarł pod drzwi strychu. Otworzył je otrzymanym kluczem, wszedł i rozejrzał się... Harry nigdy nie był na strychu. Nie było takiej potrzeby. Ciotka tylko czasem tam chodziła, żeby wynieść stare, za małe już ciuchy Dudleya. Strych był zwyczajny, jak to strych - stało tam kilka regałów, kartonów z ciuchami - nic nadzwyczajnego. Harry nie od razu zauważył kufer. Stał na ostatnim regale z samego tyłu pomieszczenia. Chłopak podszedł do niego i próbował go ściągnąć - bezskutecznie. W końcu, po wielu mozolnych próbach, udało mu się w końcu zdjąć go na podłogę. Spadając wzbił tumany kurzu, ale to, co chłopak zobaczył po jego opadnięciu, wprawiło go w osłupienie. Za kufrem leżały stare zakurzone księgi z zaklęciami, stały fiolki na eliksiry i flakony pełne różnych substancji. Ale najdziwniejszą rzecz Potter zobaczył po podniesieniu wieka kufra. Leżały tam stare damskie szaty z naszytym godłem Slytherinu.
-Slytherin? Jestem ciekaw, czyje to rzeczy, przecież Dursleyowie to mugole - myślał Potter, kiedy nagle coś uderzyło go w głowę.
-Auu!!!! - krzyknął, po czym podniósł ten przedmiot, który go uderzył.
Był to zeszyt, oprawiony w czarną skórę, z zielonym wężem na okładce. Zaintrygowany otworzył i zaczął czytać:
"Evans. To nazwisko wszystkim kojarzy się z jednym. Z piękną, rudą, zawsze uśmiechniętą Lily. Lily Evans. Bo kim jestem ja? Nikim. Nikt nie wie, kim jest Penny Evans. Bo kogo to obchodzi? Ale to jest mój pamiętnik. Nie Lily. Ona ma wszystko - przyjaciół, chłopaka, a ja? Ja mam ten pamiętnik. Pamiętnik Petunii "Penny" Evans".
komentarze [8]






Jesteś tutaj osobą. Chcesz mnie poznać? A może jesteś w stanie mnie polubić?


Księga
Zajrzyj
Dopisz

Archiwum
2007
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (1)
maj (1)
lipiec (1)
wrzesień (1)
listopad (1)

2008
styczeń (1)



Najlepsi
trud-miloscithe-carrowsliz-malfoyfor-blondsmezczyzni-mysla-tylko-o-jednymza-bramaM. Dorcasthe-horizon
• • •
Powiadamiam:
always-together
for-blonds
Olę :*
Agnieszkę
Klaudię :*
tylko-milosc
o-lily-evans
tylko-milosc
Asię
Paulinę
Alusię :*
Anetę
Foszz
pokochala-morderce

Chcesz się tu znaleźć?Wpisz się do księgi
Wpisz się!

Czekam na ocenę:
oceny-jane
po-prostu-oceny

Moje:
teenegers
almost-love

Ocenili mnie :
szatkownica
oceny-fk
wyspecjalizowane
hp-ocenki



Szablon wykonała Hermioned. Tylko i wyłącznie dla Penny. Wykorzystano tekst tej piosenki, tej pani. Łapki precz bo oddam w ręce admina. Wszystko napędza Mylog.pl.